Niesamowicie zacięty mecz z utytułowanymi lubliniankami stoczyły żółto-czarne w meczu Orlen Superligi. We własnej hali gnieźnianki długo prowadziły, by ostatecznie minimalnie przegrać. Wygrała bardziej doświadczona ekipa.
W pierwszej części MKS zaprezentował handball „palce lizać”. Poziom zaangażowania i konsekwentna szczelna obrona spowodowały, że mecz toczył się w dużej części pod nasze dyktando. Ani razu wicemistrzynie Polski nie narzuciły warunków i cały czas to one musiały gonić wynik. Szkoda, że rywalki trafiły w ostatniej sekundzie, bo „Pszczoły” do końca utrzymały świetne tempo i zeszłyby do szatni z trzybramkowym prowadzeniem. Skończyło się na plus dwa.
Było jasne, że przeciwniczki nie oddadzą tego meczu bez walki i napewno postawią trudne warunki po przerwie. Tak było i już w 42.minucie doprowadziły do wyrównania (22-22), a po chwili objęły prowadzenie. To MKS musiał od tej chwili szukać sposobu by niwelować stratę, bo goście ewidentnie złapali „wiatr w żagle”. A gdy trzeba odrabiać, często w pośpiechu popełnia się błędy. Było ich coraz więcej i w 53. minucie Lublin prowadził 27-24. W końcowych fragmentach mieliśmy jeszcze niesamowitą szansę aby dojść rywalki, bo dwukrotnie Ola Hypka wybroniła rzuty karne, ale koszmarne pomyłki w ataku tą szansę nam odebrały.
Enea MKS Gniezno – PGE MKS El-Volt Lublin 26-28











0 komentarzy