Warunki torowe, postawa Krakowiaka i rozczarowujący końcowy wynik. Kibice, którzy przyszli w niedzielę na Wrzesińską, mieli prawo czuć ogromny niedosyt. O dwóch pierwszych kwestiach rozmawialiśmy z Norbertem Kościuchem, który nie „gryzł się w język”.
Postawa Norberta Krakowiaka od kilku tygodni budzi kontrowersje wśród kibiców. Zawodnik najpierw był kontuzjowany, później odmawiał jazdy, by w niedzielnym meczu z Landshut zrezygnować po swoim pierwszym biegu, w którym upadł (na zdjęciu). Choć warunki rzeczywiście nie należały do łatwych, inni udowodnili, że tor z każdym wyścigiem stawał się coraz lepszym.
– Tor ubiliśmy, bo miało być twardo – usłyszeliśmy. – To nie jest tak, że przyszedł Kościuch i zrobił coś co mu się podobało. Skąd! Było tak, jak chcieli zawodnicy czyli na twardo, jeździł pojazd i ubijał dodatkowo, aby była „skała”. Przecież ja nie będę nikomu mieszał w głowach, bo to oni jeżdżą tu cały sezon i znają go doskonale. Podkreślam, że pogoda może storpedować wszystko. Tak było dziś. Padający dłużej nawet nie najcięższy deszcz powoduje, że tor pije wodę i tej wody było za dużo ostatecznie. Odmoczyło się sporo materiału wierzchniego i żebyście mnie zrozumieli – ja też byłem na początku przerażony, żeby coś się nie stało. Ale trudna była pierwsza seria, a później było już coraz lepiej. Jeśli część zawodników jedzie poprawnie, to znaczy, że można się ścigać.

Kościuch miał ogromne pretensje do Krakowiaka, a do spięcia między nimi doszło jeszcze w trakcie meczu. Po ostatnim biegu trener gnieźnian zdradził nam, że popełnił wielki błąd. – On był całkowicie zdrowy, nic się nie stało. Możesz napisać, że jestem zły, rozczarowany, bo postawiłem na zawodnika, który rzeczywiście nie był pewny do jazdy, choć na treningu piątkowym wyglądał rewelacyjnie. Był najszybszy, więc dlaczego nie miałem ufać, że pojedzie? Można juniorów wytłumaczyć, którzy mogą być zagubieni na cięższym torze, ale senior boi się wyjechać na tor? Inni jadą, a on mi mówi, że nie jedzie i koniec? Jestem zażenowany taką postawą, tym bardziej, że to wpłynęło na kilku innych zawodników którzy widzieli to w parkingu i byli zmieszani całą sytuacją. To było niewytłumaczalne dla mnie od kogoś, kto jeździ już długo. Popełniłem błąd z nim – zakończył Kościuch.












0 komentarzy