Ostatni sprawdzian przed ligowa rywalizacją wypadł na dobry minus. MKS wygrał wprawdzie z Energa Startem Elbląg, ale w pierwszej połowie grał momentami fatalnie.
„Pszczoły” przez pierwsze 20.minut wyglądały tak, jakby myślami były jeszcze na przedmeczowej prezentacji. Grały bez polotu, ale przede wszystkim nieskutecznie. Pudłowały na zawołanie, Fegic nie wykorzystała dwóch karnych i rywalki w pewnym momencie prowadziły sześcioma trafieniami. Do przerwy zmniejszyły stratę do dwóch goli, za to po wznowieniu wzięły się ostro do roboty.
Peter Kostka musiał w szatni nieco wstrząsanąć zespołem, bo MKS już po chwili wyszedł na prowadzenie i z każdą minutą wyglądał już tak, jakby wszedł w ligowy tryb. Trzeba też zaznaczyć, że grał momentami bardzo ostro, medycy Startu mieli przez cały mecz mnóstwo roboty, na szczęście obyło się bez kontuzji z obu stron. Końcówka była już koncertem gospodyń, które zagrały swobodnie, skutecznie i nie dały szans rywalkom na zmniejszenie straty. – Zaskoczyły nas obroną – przyznał po meczu Peter Kostka
Enea MKS Gniezno – Energa Start Elbląg 38-29 (14-16)












0 komentarzy