Kibice nie zostawili suchej nitki na Norbercie Krakowiaku i Kevinie Fajferze, którzy nie pojechali ostatecznie na rewanż do Landshut. Do wspomnianej dwójki dołączył jednak w ostatniej chwili także Mateusz Latała, który również otrzymał sporo niepochlebnych komentarzy. I tutaj na wyraźną prośbę rodziny samego zawodnika, należą się wyjaśnienia, dlaczego junior nie stawił się w Niemczech.
W internecie trwa i jeszcze trwać będzie ożywiona dyskusja kibiców czerwono-czarnych, którzy nie mogą pogodzić się z okolicznościami odpadnięcia Ultrapur Omegi z rywalizacji. Jeszcze niedawno nikt o zdrowych zmysłach nie pomyślałby, że ktokolwiek poza Gnieznem i Gdańskiem wejdzie do finału. O ile ci drudzy wjechali tam z marszu i będą w nim murowanym faworytem, o tyle gnieźnianie odpadli z uwagi na pozasportowe perturbacje. Gdyby jednak trzymać się faktów, działacze mówili wprost, że nie jadą o żaden awans, a chcą przede wszystkim finansowej stabilizacji. Zrealizowali więc na pewno jeden ze swoich postulatów, drugi, wydaje się mocno przestrzelony. Jak wygląda kasa klubu nie wiemy dokładnie, choć można się domyślać, że do stabilizacji jest dość daleko…. Świadczy o tym choćby „bunt” polskich seniorów, którzy nie pojechali na ostatni mecz, choć rykoszetem oberwał od kibiców także junior.
Mateusz Latała nie pojawił się również w parkingu w niedzielnym spotkaniu i wielu podejrzewa, że i on postanowił zamanifestować w ten sposób finansowy klincz ze strony klubu. Tutaj powód był zgoła inny, choć rodzina zawodnika przekazała nam, że zaniepokoiły ją komentarze od kibiców. – Odebraliśmy wyraźne sygnały, że ten klub nie powinien być miejscem dla Mateusza, skoro zostawia go w trudnej sytuacji w najważniejszym momencie. Do tego doszły jeszcze inwektywy, więc ogólnie nie jest to miłe. My tymczasem byliśmy gotowi na ten mecz, a zostaliśmy potraktowani jak dezerterzy – usłyszeliśmy. Jaki był zatem powód?
Okazuje się, że była to tylko i wyłącznie decyzja sztabu gnieźnian, którzy postanowili postawić na tych, którzy ostatnio robili „lepsze wrażenie”. Wojtyńka pokazał się z ambitnej strony w meczu w Gnieźnie, liczono też, że w końcu Juskowiak pokaże coś więcej. Latała wyglądał także nieco gorzej od obu klubowych kolegów na treningu w Poznaniu, więc był to ostateczny dowód na to, komu dać szansę. Przeliczono się. Żaden z nich nie zaliczył udanego występu, co nie zmienia faktu, że i Latała mógł pojechać podobnie. Tego już się nie dowiemy.












0 komentarzy