Czy wtorkowa wizyta w Gnieźnie przedstawicieli Motoru to przysłowiowy gwóźdź do trumny Startu Gniezno? Wyjątkowo ciekawy zbieg okolicznościowy każe czarno widzieć, nadchodzące czerwono-czarne dni.
Bezprecedensowa sytuacja ma szansę zmaterializować się w Gnieźnie. Oto wielokrotny mistrz Polski z Lublina składa oficjalną propozycję na jazdę przy Wrzesińskiej i robi to w specyficznym momencie. Zaledwie dzień wcześniej włodarze Startu zjawili się pod tym samym adresem, w tym samym gabinecie i nieoficjalnie wiemy, że nie wyszli z niego zadowoleni. Tak jak pisaliśmy wcześniej, miasto raczej nie stworzy precedensu, by zasypać klubową dziurę budżetową i to być może chce wykorzystać Motor.
Nie trzeba być znawcą speedway’a, by stwierdzić, że miejsca na dwa kluby na jednym torze, raczej nie ma. Jak tu trenować, jak przygotowywać nawierzchnię i liczyć, że mecz nie zostanie zagrożony, przeniesiony etc. Może i wykonalne, ale ekstremalnie trudne. Klub z Lublina sondował więc Tarnów, gdzie żużel już pogrzebano i być może czuje, że to samo nadchodzi w Gnieźnie. Jest jeden problem – pieniądze. Jeśli Jakub Kępa przyjechał z podobną propozycją do Gniezna co do Tarnowa, to prócz całej marketingowej otoczki pod płaszczykiem „promocji miasta”, ma też wymagania.
Jak zdradził Jacek Brzeziński, przedsiębiorca z Tarnowa, miasto musiałby wyłożyć na taką zabawę… 6 milionów złotych! Na tyle Lublin wycenia sobie własny show, z Bartkiem Zmarzlikiem w roli głównej. Oczywiście jeszcze tego nie wiemy (ale się dowiemy), czy w Gnieźnie padła ta sama propozycja, ale można ją skwitować tylko milczeniem. W Gnieźnie na cały sport miasto wydaje połowę tej kwoty, wspierając lokalne kluby i młodzież. Za sześć „baniek” od razu zafundowałoby za jednym zamachem podium dla MKS w Superlidze, Ekstraklasę futsalu dla KS i 1.ligę dla koszykarzy MKK. Lub wersja numer dwa – 1.liga dla Mieszka i „pudło” dla MKS. Teoretycznie takie pieniądze – licząc wspólne potrzeby – potrzebują te kluby do awansów lub sukcesów. I to byłaby promocja Gniezna!












0 komentarzy