W tym tygodniu wyjaśni się prawdopodobnie przyszłość Startu Gniezno. Przedstawiciele klubu przyszli na posiedzenie Komisji Sportu, by poinformować radnych o bieżącej sytuacji.
Kilkadziesiąt godzin pozostało do oficjalnego „deadline’u”, który klubom daje na spłacenie zobowiązań GKSŻ. Teoretycznie do piątku, na konta zawodników powinny być przelane tegoroczne środki, ewentualnie przedłożone specjalne oświadczenia. Wiemy jednak że cała KLŻ to w tym roku obraz nędzy i rozpaczy i nie tylko Gniezno, ale i kilka innych klubów ma ogromne zadłużenia względem zawodników. Nieoficjalnie wiadomo, że gorzej niż w Gnieźnie jest np. w Opolu i Krakowie, wyłania się więc nam obraz totalnej degrengolady w najniższej lidze (nie licząc zagranicznych klubów).
Start i inni mają więc niewiele czasu na uniknięcie najgorszego scenariusza, choć nie chce się wierzyć, by Warszawa była nieugięta i wyrzuciła z ligi od razu trzy kluby, bo podcięła by gałąź na której siedzi. Gnieźnieński klub walczy więc w tej chwili o przychylność m.in miejscowych radnych, dlatego w piątek pojawił się na specjalnej komisji poświęconej sportowi, by przedstawić skalę problemów. – Nie mówiliśmy wcześniej o tym głośno radnym, bo staraliśmy się do ostatniej chwili spróbować załatwić te problemy we własnym gronie. Teraz niestety stoimy już pod ścianą. Nasi partnerzy wykładają ze swojej kieszeni co roku setki tysięcy złotych, ale żadna studnia nie jest bez dna. Nie chcemy aby ten klub „umarł w ciszy”, dlatego tutaj dziś jesteśmy, bo nie wyobrażamy sobie jego zniknięcia. To jest nasz ostatni „krzyk rozpaczy”, bo sami sobie nie jesteśmy w stanie już pomóc. My nie jesteśmy naiwni, wiemy, że prezydent nie wyłoży jutro kilkuset tysięcy, ale chcielibyśmy wiedzieć, że wszystkim – w tym radnym – zależy na poważnym traktowaniu najważniejszej dyscypliny w naszym mieście i najważniejszego klubu – usłyszeliśmy od działaczy.
Klub wskazuje przy tym pełną transparentność i gospodarność własnych finansów. Pogłębiający się corocznie dług ma wynikać ze sportowych ambicji. – My jesteśmy mega gospodarnym klubem, jednak każdy musi wiedzieć, że pewnego poziomu przy naszej strukturze dochodów nie przeskoczymy. A bardzo chcemy od kilku lat awansu, tak jak kibice stąd ryzykowaliśmy kontraktując nieco droższych zawodników. Każdemu można zarzucić, że próbuje zdobyć awans i nie potrafi, ale za takie pieniądze jakie my mamy, czasem po prostu się nie da. Albo zamykamy to na wieki, albo podejdziemy poważnie do dyskusji i ratujemy – dodaje Start.
Podczas spotkania obecny był m.in prezydent Gniezna, Michał Powałowski, który stwierdził, że sytuacja Startu jest głębszym problemem. – Nieprawdą jest, że przekazujemy tylko celową dotację na klub, bo wspieramy go także organizacją np. szkółki i turnieju o ”Koronę Chrobrego”. Te pieniądze także zostają w Gnieźnie. Ja widzę tutaj jakiś poważny problem całej 3.ligi. Jeżeli polskie kluby w KLŻ mają takie problemy jak się mówi, to jest to strukturalny problem. Albo podpisujemy kontrakty na jakie nas stać, albo ich nie podpisujemy i się nie zadłużamy. Klub nie jest miejski, tylko jest stowarzyszeniem, więc miasto nie będzie podejmować decyzji, czy on będzie funkcjonował, czy nie. Mamy ograniczony miejski budżet i za to musimy utrzymać szkoły, przedszkola, remontować drugi i inwestować, a nie tylko finansować sport. A proszę pamiętać, że poziom wsparcia każdego z klubów ocenia i wycenia komisja konkursowa na podstawie także wyników za ostatni sezon – twierdzi głowa miasta.
Z kolei radny Tomasz Dzionek uważa, że Start przede wszystkim powinien działać wg określonego biznesplanu, a nie według nieustalonych kryteriów. To jeden z głównych problemów klubu. – Powinniście mierzyć panowie siły na zamiary, a nie tłumaczyć się brakiem awansu, że dotacja była za mała. Nie możemy prowadzić dyskusji na zasadzie pretensji, bo wy otrzymujecie sporą część całej dotacji miejskiej. Co mnie zaskakuje to fakt, że kibice cieszą się w mediach społecznościowych, że Motor Lublin będzie jeździł w Gnieźnie. To chyba już irytacja, że ktoś chce oglądać obcy klub, a nie swój i jest to ocena waszego zarządzania. Patrząc na to z tej perspektywy, ja jako radny nie wyobrażam sobie, żeby zamiast naprawy kilku ulic, mamy dołożyć do waszego napiętego jak plandeka żuka budzetu – zakończył Dzionek.
Miasto nie zajęło jeszcze oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Trudno jednak przypuszczać, by przychyliło się do pomocy w naprawie tej nadzwyczajnej sytuacji w Starcie.












0 komentarzy