Sam Masters nie zaliczy pierwszego tegorocznego meczu dla Startu w kategorii „bardzo udanych”. Jego dyspozycja nie była równa, a z pewnością nie taka, do jakiej często przyzwyczaił w Gnieźnie kibiców. Zdradził, co było po części tego przyczyną.
Start uporał się z niemieckim Landshut na inaugurację, ale nie wszyscy po meczu mieli dobre humory. Jednym z tych, który pojechał poniżej swoich możliwości był Sam Masters.
Australijczyk dawno nie miał tak słabego występu przy W25, ale jak przyznał, był powód takiej sytuacji. – Nie chcę się tłumaczyć, ale faktycznie dawno nie jechałem tak kiepsko, bo jestem po poważnym upadku w Anglii. Warunki w Plymuth były fatalne i uderzyłem w ogrodzenie, przez co ucierpiała moja prawa noga. Nie czuję się komfortowo, ale chciałem tutaj przyjechać i pomóc drużynie, chociaż wiedziałem, że nie będzie to spokojny występ. Jak nie jesteś w pełni sprawny, nie ma opcji by ścigać się na 100%, tym bardziej, że nie spałem też rewelacyjnie bo czułem ból. To jest oczywiście część naszego sportu, jestem do tego przyzwyczajony, nie lubię narzekać, ale skoro pytasz o powód tak słabego mojego występu, to tłumaczę – mówi nam Masters.











0 komentarzy