Piłka nożna

Obra - Mieszko 0-3
Mieszko - .......
Mieszko - .......

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

MKK - Polonia 58-84
Polonia - MKK 89-68
Astoria - MKK 95-98

Piłka ręczna

MKS - Varsovia 39-27
MKS - Ruch 22-21
SPR - MKS 22-31

Futsal

KS - Bojano 3-3
Futbalo - KS 6-1
KS - Futsal 3-3

A. Heliasz: „Mamy grupę pasjonatów. Wszyscy robią wszystko za darmo”

W sobotę ostatni mecz w ramach I rundy 1. Polskiej Ligi Futsalu rozegrali piłkarze halowi KS-u Gniezno. Drużyna z naszego meczu zakończyła rok zwycięstwem nad Malwee Łódź 7:3. Po tym pojedynku porozmawialiśmy z Adamem Heliaszem, trenerem KS-u. Zachęcamy do lektury obszernego wywiadu.

Mateusz Domański, SportoweGniezno.pl: Wygraliście z Malwee Łódź 7:3, choć mecz nie należał do najpiękniejszych. Z samego rezultatu jednak chyba można być zadowolonym. 

Adam Heliasz, trener KS-u Gniezno: Tak, z wyniku jestem bardzo zadowolony. Myślę, że kibice również. Jeżeli chodzi o grę, to pozostaje dużo do życzenia. Początek był dość nerwowy. Szybko straciliśmy bramkę, ale od razu odrobiliśmy straty. Nawet z nawiązką. Druga połowa to już ataki Malwee. My niepotrzebnie się cofnęliśmy i daliśmy sobie wcisnąć dwie bramki. Jestem jednak zadowolony z tego, że kończymy rok zwycięstwem.

Dziwny był to mecz, bo wcale nie musieliście stracić tych bramek. Z drugiej strony, niektóre trafienia zainkasowane przez was też były nieco przypadkowe.

Taki jest futsal. Wpada dużo bramek, dużo dziwnych bramek. Patrząc na całą rundę, my takich kuriozalnych bramek tracimy przynajmniej jedną lub dwie w każdym meczu. Wiemy nad czym pracować. Cały czas to poprawiamy. Jakieś zmiany widać. Przed nami jednak długa droga. Trzeba pamiętać, że zespół był stworzony rzutem na taśmę. Ruszyliśmy dopiero w połowie sierpnia. Wtedy zbieraliśmy chłopaków. Mało było tego grania. Dopiero w końcówce nasze starania zaczynają owocować.

Rundę kończycie zwycięstwem, ale ta runda na pewno nie była dla was w pełni udana.

No nie, nie takie mieliśmy cele, mimo tego, że tak późno się zebraliśmy. Wszyscy dobrze wiedzieli, na co stać tych zawodników. Trzon jest bardzo mocny. Ci zawodnicy grają od kilku dobrych lat. Doszli też nowi zawodnicy. Nie ukrywajmy, że potrzebują oni czasu, by wkomponować się w zespół.

Jakie macie założenia na drugą rundę? Czy będziecie myśleć o wzmocnieniach? 

Na razie dochodzą mnie słuchy, że próbują nam podebrać zawodników. Jeżeli chodzi o nasze ruchy, to póki co skupiliśmy się na dokończeniu tej pierwszej rundy. Teraz razem z Pawłem będziemy mogli pomyśleć, czy poczynimy jakieś ruchy, czy zostaniemy z tym, co mamy.

Czy istnieją realne obawy, że któryś z zawodników zostanie podebrany przez inny klub?

Tak, jest taka obawa. Na razie nie chcę nic zdradzać, ale rozmowy są. Wiadomo, że nie będziemy komuś blokować drogi rozwoju. Jeżeli pojawi się jakaś konkretna oferta, to na pewno przychylimy się do tego.

Spoglądając na trybuny, można być zadowolonym. Sporo kibiców przychodzi na mecze KS-u Gniezno.

Tak, choć nie ukrywam, że na początku trochę się obawialiśmy, bo było mało. Równo ze startem meczu trybuny się mocno zapełniły. Jesteśmy bardzo zadowoleni z takiej frekwencji.

A jak wam się gra w tej nowej hali?

W starym obiekcie graliśmy od dziesięciu lat. Jak powiedział Paweł (Kaźmierczak- dop. red.), znaliśmy tam każdą „klepkę”. Tutaj trenujemy od września. Trochę czasu potrzeba, by dobrze zaaklimatyzować się w tym obiekcie. Mogę się założyć, że to samo mówi trener Popek, bo dziewczyny z pewnością też mają problemy z obliczeniem odległości. U nas jest to samo. Jest inna kubatura. Gra się jednak rewelacyjnie, co podkreślają chłopacy. Chcemy tu grać i myślę, że będzie to wyglądało coraz lepiej.

Paweł Kaźmierczak mówił też, że fuzja z Mieszkiem nie była dobra dla gnieźnieńskiego futsalu. Teraz wróciliście do korzeni – KS-u. Czy na nowo zaczyna się to właściwie układać?

Nie chcę się wypowiadać, czy fuzja zaszkodziła, czy nie. Każdy ma swoje zdanie. Ci, którzy byli bardziej zaangażowani, dokładnie wiedzą o co chodziło i jak to wyglądało. Myślę, że rozłączenie i powrót do KS-u był dobrym ruchem. Wiadomo, że początek jest na pewno trudny. Głównie chodzi o kwestie finansowe. Organizacyjnie, razem z Leszkiem (Krajewskim – dop. red.), próbujemy to jak najlepiej dopiąć. Wiadomo, że dopiero się tego uczymy. Mam nadzieję, że będzie to wyglądało coraz lepiej.

Jak wygląda kwestia sponsorów?

Gniezno jest dość specyficzne, jeżeli chodzi o sponsorów. To pewnie powie każdy klub. Trzeba się mocno nachodzić i naprosić, żeby ktoś dał jakąś złotówkę. Rozmowy cały czas trwają. Kilku sponsorów pozyskaliśmy, a kilku potencjalnych było na meczu z Malwee Łódź. Mamy nadzieję, że spodobał im się futsal i będą chcieli nam pomóc w dalszym rozwoju.

Z tego co wiem, przychylne futsalowi są takie instytucje, jak Urząd Miasta czy Starostwo Powiatowe.

Już na samym początku, przy powrocie do KS-u, Urząd Miasta bardzo nam pomógł i wyciągnął do nas rękę. Zwłaszcza pan prezydent Budasz i pan prezydent Powałowski. Serdecznie za to dziękuję. Nie ukrywajmy, że gdyby nie oni, to dzisiaj byśmy nie grali. W pewnej kwestii pomógł nam też były zarząd, czyli pan Marek Lisiecki i pan Mariusz Przybysz. Za to też im bardzo dziękuję. Pozostała nam odbudowanie współpracy z powiatem. Myślę jednak, że będzie to szło w dobrym kierunku i ta instytucja również przyczyni się do rozwoju futsalu w Gnieźnie i powiecie.

Z tyłu głowy tlą się marzenia o awansie do Futsal Ekstraklasy? Mecze najwyższej klasy w nowej hali to byłoby coś pięknego.

Marzenia zawsze są. Zawsze się dąży do jakiegoś celu. Jest on zawsze jeden – wygrywać i być jak najwyżej w tabeli. Wiadomo, że jest to związane z kosztami. Chociaż patrząc na inne zespoły, to żeby mieć Futsal Ekstraklasę, nie trzeba mieć dużego budżetu. Jest to około 400 tysięcy złotych. Te pieniądze trzeba jednak mieć. Na razie skupiamy się na tym, by dograć ligę, ustabilizować wszystkie kwestie finansowo-organizacyjne i szkolić młodzież, by ona za chwilę też mogła występować w pierwszym zespole.

Czy dla porównania możemy zdradzić, jakim budżetem dysponujecie w tym momencie?

Nie chciałbym o tym mówić, bo są to naprawdę bardzo małe pieniądze. Mogę się założyć, że jeśli któryś z klubów miałby wystartować na takim poziomie rozgrywkowym z taką kwotą, to nikt by się tego nie podjął. Mamy grupę pasjonatów. Wszyscy robią wszystko za darmo. Nikt nie ma z tego ani złotówki. Chwała im za to. Bardzo dziękuję chłopakom, że mimo iż nic z tego nie mają i jeżdżą za przysłowiowy obiad, poświęcają swój czas, który mogliby spędzić z rodziną czy w inny sposób.

Czyli można powiedzieć, że ta grupa pasjonatów dokonuje niemożliwego.

Tak… Co mam powiedzieć. Takie jest u nas środowisko. Trochę z chłopakami się śmiejemy, że zawodnicy, którzy potrafią grać i naprawdę mogliby nas wspomóc, wolą za 200 złotych kopać się po jakichś A-klasach czy B-klasach zamiast grać w ogólnopolskiej I lidze. Wiadomo, że finanse są ważne. Bardzo się cieszę, że chłopacy zostawiają serducho na treningach i meczach za „dziękuję”.

Podsumowując, najważniejsze jest na pewno to, że gnieźnieński futsal nie zginął.

Tak, futsal zostaje i mam nadzieję, że będzie coraz mocniejszy i zostanie na długie lata.

10 grudnia 2018 | 12:09

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *