Beata Kowalczyk ma powody do zadowolenia, bo MKS ma w tym sezonie solidnie obsadzoną pozycję między słupkami. – Myślę, że jest dobrze, choć zawsze jest co do poprawy – mówi nam nowa trenerka bramkarek w gnieźnieńskim zespole.
Nie ma przesady w stwierdzeniu, że MKS ma w tym sezonie nadmiar bogactwa na pozycji bramkarek. Do Oli Hypki, doszły Natalia Maćkowiak i Annika Petersen. Do tej pory mieliśmy okazję oglądać każdą z nich między słupkami i każda udowadniała, że nie przyszła do Gniezna na wycieczkę. Jeśli do tej grupy dodamy ikonę polskiej piłki ręcznej Beatę Kowalczyk, która spaja grupę, możemy mieć powody do zadowolenia. – One wszystkie wyglądają na tym etapie bardzo dobrze i naprawdę mamy czasem ból głowy, która powinna grać od pierwszej minuty. Staramy się podejmować decyzje w zależności od przeciwnika, ale dobrze, że mamy taki komfort. Tutaj jest walka o pozycję numer 1 i nie udawajmy, że jest inaczej, ale ja im tłumaczę – macie rywalizować z przeciwnikiem, a nie między sobą. Macie być jedną drużyną – słyszymy.
Sama Beata Kowalczyk także czuje się w Gnieźnie fantastycznie i jak dodaje, jest to dla niej nowe wyzwanie. – Robię to co lubię, więc czuję się wspaniale i myślę, że podjęłam dobrą decyzję przychodząc do Gniezna. Moim celem jest dać dziewczynom to, do czego ja dążyłam przez całą karierę – trochę energii i pasji i czasem mówię im, że sama bym wskoczyła na boisko. Ale to już nie mój czas, wiem, że dziewczyny świetnie robią swoją robotę i moim zadaniem jest je oszlifować. Są bardzo pracowite, jestem pod wrażeniem tego jak przykładają się do treningów i detali w grze. Nie mogę im niczego zarzucić, wszystko sobie podpowiadają, mamy super kontakt i oby tak zostało – kończy Kowalczyk.












0 komentarzy