Kevin Fajfer jest niesamowitym pechowcem w tym sezonie i w meczu z Opolem znów zapoznał się z torem na skutek bezpardonowego ataku Polisa. Jak się czuje po wypadku?
Zdarzenie, w którym Polis uderzył z impetem na wyjściu z ostatniego łuku w gnieźnianina wyglądało nieciekawie (możecie go obejrzeć na naszym profilu FB), jednak skończyło się na strachu. To mogło skończyć się fatalnie. – Trafił mnie bardzo mocno motocyklem, ale miałem dużo szczęścia, że nic się nie stało poważniejszego. Poleciała trochę krew, ale da się z tym żyć. Nic starego się nie odnowiło raczej – mówił pół-żartem zawodnik.
Korzystając z okazji zapytaliśmy także zawodnika o tegoroczne występy i nierówną formę. Jak dodał, robi wszystko, aby jeździć jak najlepiej, ale nie wszystko układa się po jego myśli. – Niech każdy nie myśli, że nam nie zależy na wygrywaniu jak słyszy się czasami. Niby dlaczego miało by tak być? Ja bym chciał zawsze 15 punktów robić, ale to jest sport i nie wszystko idzie zawsze tak jak chcemy. Dziś było widać, że każdy się stara, widać było charakter u chłopaków i to jest dowód na to, że chcemy wygrywać. Nikt nie wie ile ja w tym roku robię, aby punktować na dobrym poziomie. Przerzuciłem mnóstwo sprzętu, mnóstwo czasu poświęciłem na rozmowy z kolegami nawet z Ekstraligi, żeby dojść do sedna problemu. Chciałbym wygrywać i robię wszystko aby tak było, ale nie jestem jedynym, który walczy bardziej ze sprzętem niż z rywalami – zakończył żużlowiec czerwono-czarnych. Trzymajmy kciuki, aby na najważniejsze mecze tego sezonu, limit pecha w jego przypadku już się wyczerpał.












0 komentarzy