Mieszko skomplikował sobie ścieżkę barażową do III ligi, przegrywając po raz pierwszy w tym sezonie na własnym obiekcie z Górnikiem Konin. Musi teraz nie tylko liczyć, że pokona na wyjeździe Koronę Piaski, ale że Kotwica Kórnik ogra u siebie Polonię Chodzież. Trener Kamil Szulc był po niedzielnym meczu wyraźnie podłamany.
Używając terminologii piłkarskiej, gnieźnianie strzelili sobie samobója tuż przed końcem meczu. Jeszcze niedawno mieszkowy mieli ogromną przewagę nad chodzieżanami, niestety słaba końcówka rundy pogrzebała wysiłek z całego sezonu. – Nie mam pretensji do chłopaków o ten mecz – mówił nam trener Mieszka. – Nie oddali tego bez walki, starali się, znaliśmy wynik Chodzieży i może to trochę wpłynęło na zespół? Nie wiem. Sytuacje były, ale nie wykorzystaliśmy nic.
Mieszko teoretycznie ma zadania dość łatwe, bo pojedzie do przedostatniej drużyny tabeli, jednak pozostaje też liczyć, że Kotwica, która już awansowała, nie podejdzie do spotkania z Polonią „na luzie”. – Wniosków mamy mnóstwo z końca tej rundy. To nie była dyspozycja taka jakiej oczekiwaliśmy i to nie tylko efekt czynników sportowych, ale mentalnych. Jeśli 30 kolejek masz bezpieczną przewagę, a w końcówce rywal cie dogania, to nie możemy powiedzieć, że nic się nie stało. Bardzo boli, bo dostaliśmy taką typową bramkę „do szatni”. Czy ona okaże się decydująca, zobaczymy niedługo.
Szulc zapytany przez nas o swoją przyszłość, odpowiedział tylko wymijająco: „Zobaczymy, czy osiągniemy to, na co umawialiśmy się z wszystkimi w klubie przed sezonem. Nie wiem co będzie dalej”












0 komentarzy