Po 53 dniach od fatalnego wypadku, pierwszy raz rozmawialiśmy z Patrykiem Budniakiem. Zawodnik czerwono-czarnych czuje się coraz lepiej, mówi coraz więcej i właśnie dziś gościliśmy u niego w domu, wraz z dziennikarzami TVN i przedstawicielami klubu.
Dzień po oficjalnym podsumowaniu zbiórki na jego leczenie, wybraliśmy się z wizytą do juniora czerwono-czarnych, który wraca do zdrowia po koszmarze z 10 maja. Patryk z dnia na dzień czuje się coraz lepiej fizycznie i choć jeszcze sporo czasu upłynie zanim sam stanie na nogi, wie, że jest to tylko kwestia czasu. – Byłem na ostatnich badaniach 23 czerwca i już wiem, że miednica jest praktycznie wyleczona, ładnie się zrosła, ale nie mogę jeszcze obciążać nóg, które ucierpiały bardzo (szczególnie prawa noga, ze złamanym otwarciem). Lekarze stwierdzili, że nie ma opcji aby na razie wstawać, bo widać na zdjęciach odłamki kości i nie ma pełnego zrostu. Za trzy tygodnie mam kolejną wizytę i wtedy zobaczymy, co wydarzyło się przez ten cały miesiąc. Może wtedy zacznę być pionizowany i już porządnie rehabilitowany – słyszymy.
Żużlowiec z Gniezna ma już pełną świadomość jak doszło do karambolu, oglądał migawki i dziś mówi ze spokojem o tym feralnym dniu. – Poukładałem sobie już to wszystko w głowie. Z momentu wypadku nie pamiętam kompletnie nic, z dniu meczowego już trochę tak. Pamiętam jak zjadłem śniadanie, przyjechałem na stadion, obeszliśmy tor i dalej już czarna dziura. Jak się wybudziłem już nie pamiętałem też soboty przed meczem, później jak mi zaczęli opowiadać, to zacząłem kojarzyć. Jak się wybudziłem to ja w ogóle nie miałem pojęcia co się stało, dopiero tata zaczął mi przekazywać szczegóły i zapytał, czy chcę to obejrzeć. Obejrzałem bez jakichś wielkich emocji, później jeszcze natykałem się na te obrazki w internecie, ale nie przeżywałem tego. Tata widzac ten wypadek na żywo, jak mi opowiedział myślał, że to leci płachta reklamy a nie ja. Stało się i tyle – dodaje.

Zawodnika czeka teraz walka o powrót do sprawności, na którą na szczęście go stać finansowo. Rehabilitacja będzie długa i droga, jednak przypomnijmy, że klub z Gniezna wczoraj przekazał już blisko 600 tysięcy złotych, które ponad 9000 osób wpłaciło na specjalnej zbiórce. Najważniejsze jest jedno – lekarze są pewni, że nastolatek stanie na nogach. A co po tym? Patryk nie kryje, że jak tylko to nastąpi, podejmie decyzję co dalej z jego karierą. – Ciągnie mnie do żużla. Oglądam mecze w TV, śledzę jak idzie moim kolegom w KLŻ, w szpitalu głównie rozmawialiśmy o żużlu. Zobaczymy jak przebiegnie rehabilitacja, ale jeśli zdrowie wróci, to ja chcę spróbować wrócić na motocykl. Na razie bardzo dziękuję wszystkim, którzy dorzucili się do pomocy, bo stać mnie teraz na najlepszą rehabilitację w Polsce. Mam spokojną głowę, że nie musimy oszczędzać i zrobimy wszystko, abym szybko stanął na nogi. Jeszcze raz wszystkim dziękuję z całego serca – kończy junior czerwono–czarnych.












0 komentarzy