MKS ponownie był faworytem i ponownie wywiązał się ze swojej roli, w meczu Lotto Superligi. Galiczanka nie miała za wiele do powiedzenia przy Sportowej.
”Pszczoły” wróciły do ligowego trybu zaledwie dwa dni po wygranym wysoko pojedynku z Radomiem. Dziś z Galiczanką scenariusz był bardzo podobny, bo gospodynie od pierwszych minut narzuciły swoje warunki. Apogeum przyszło pomiędzy 12, a 20.minutą, gdy rywalki nic nie rzuciły, a my trafiliśmy siedmiokrotnie. Przewaga urosła wówczas do dziewięciu goli i można było grać spokojniej. Galiczanka opanowała w końcówce emocje, zaczęła w końcu trafiać, ale i tak skończyło się na wysokim prowadzeniu 18-11.

Druga część znów przypomniała nam wydarzenia z wtorkowego meczu, bo gnieźnianki nieco spoczęły na laurach, popełniały proste błędy i z 11 bramkowej przewagi w 40.minucie zrobiło się po kilku kolejnych minutach 28-21. Ostatnie fragmenty nie przyniosły już zmiany scenariusza, MKS zagrał nieco skuteczniej i pokonał Galiczanke 36-26.












0 komentarzy