Z cyklu „Zakurzone Sportowe Historie z Gniezna” dziś wydarzenie, którego bohaterem jest Przemysław Urbaniak, trener Akademii Mieszko, oraz były gracz m.in Lecha Poznań.
Ta historia miała miejsce dokładnie 27 lat temu, stąd przypominamy ją dziś. Epizod reprezentacyjny Przemka Urbaniaka (numer 2 na trykocie) miał miejsce 16 czerwca 1999 roku. Gnieźnianin zagrał wtedy w dalekiej Tajlandii jedyny mecz w polskiej reprezentacji, którym tak naprawdę nie zapisał się nigdzie w kronikach jako oficjalny występ. Jak to możliwe?
Gdyby takowy był, dziś Urbaniak mógłby pochwalić się jedynym meczem i dopiskiem w sportowym CV – 1a. Niestety mimo, że obaj trenerzy – Polski i Brazylii (ci drudzy zagrali tutaj rezerwami) uważali że był to mecz oficjalny, w annałach sklasyfikowano go inaczej.
Obrońca Lecha miał więc jedyną taką okazję w swoim życiu (więcej już nie otrzymał powołania), a w meczu z Canarinhos zapisał się w niefortunny sposób. Obejrzał dwie żółte kartki i w 59. minucie zszedł z boiska z czerwienią. Polacy ten mecz przegrali 0-2, a dziś w rozmowie z nami, Urbaniak sam przyznaje, że jest to tak dziwny precedens, że nie do końca go rozumie.
– Dla mnie osobiście, zagrałem w oficjalnym meczu reprezentacji i tego zdania nie zmienię. Wiele osób nie rozumienie dziś, dlaczego nie zaklasyfikowano go jako oficjalnego pojedynku, a na potwierdzenie pewnego bałaganu, mogę dodać, że mam przecież – oficjalnie w statystykach – zapisaną tą nieszczęsną czerwoną kartkę! To czyli kara widnieje, a występ już nie? Zapomniałem już nieco o tym całym zamieszaniu, ale cały wyjazd doskonale pamiętam – zakończył gnieźnieński trener i zawodnik.
Znacie podobne historie, które warto „odkurzyć”? Śmiało piszcie – sportowegniezno@gmail.com
Fot. PZPN












0 komentarzy