Piłka nożna

LKS. - Mieszko 1-2
Mieszko - Kotwica 2-0
Obra - Mieszko 2-1

Żużel

Stal - Start 57-32
Start - Stal 38-52
Start - Kolejarz 50-40

Koszykówka

MKK - GAK 92-80
MKK - Boruta 73-64
Tarnovia - MKK 82-67

Piłka ręczna

MKS - Lwów 28-21
MKS - Młyny 27-25
FunFloor - MKS 37-31

Futsal

Wenecja - KS 2-3
Red Devils - KS 7-1
KS - Team 3-1

425 dni. Koszmar Roberta Peplińskiego zakończony

Robert Pepliński ponownie pojawił się przy Strumykowej. Okropne pasmo kontuzji jest już za zawodnikiem, a on ma nadzieję, że koszmar więcej nie wróci. 

Kontuzja, zrzutka, operacja, rehabilitacja, kolejna kontuzja… W sumie pięć (!) operacji w ciągu sześciu lat. Mało kto pewnie wróciłby do uprawiania sportu w okolicznościach, które spotkały Roberta Peplińskiego. Nękany co chwilę przez kontuzje, zawodnik Mieszka przeszedł prawdziwy koszmar w ciągu swojej kariery. Uszkodzone łąkotki, zerwane więzadła, strach o każdy kolejny przebiegnięty metr, to wszystko storpedowało jego karierę na długi czas. Mimo to piłkarz nie załamał się, choć miał do tego pełne prawo.

Ostatnio w Kościanie po 425 dniach ponownie wybiegł na boisko, a wczoraj pierwszy raz pojawił się przy Strumykowej. W obu meczach zagrał w sumie kilkanaście minut. Dla niego samego niezwykle ważnych, być może najważniejszych w ostatnich latach. – To ile musiałem wykonać pracy, aby wrócić na boisko wiedzą tylko najbliżsi – mówi nam gracz biało-niebieskich. – Trzeba było wspiąć się na wyżyny, aby wrócić na ten plac. W niższych ligach trzeba mieć ogromną motywację, aby po takiej serii zdarzeń chcieć jeszcze grać. Gdy był już uśmiech na twarzy, za chwilę znów padałem na murawę z kolejną kontuzją. Szok. Raz jeszcze dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli i wspierali, bo bez tego nie byłbym tutaj, gdzie dziś jestem. Rodzina, klub, znajomi, coś fantastycznego mnie spotkało w tej trudnej sytuacji, za to raz jeszcze dziękuję.

Zawodnik leczył kolejne kontuzje i ciągle słyszał: „Po co tobie to wszystko?”. Rodzina bała się o jego zdrowie, niektórzy przekonywali, że w tej klasie rozgrywkowej nie warto tak ryzykować, a on i tak szedł pod prąd. Miał swój powód. – Były takie głosy, ale każdemu mówię to samo: Kto nie poznał „smrodu” szatni, ten nie wie o czym mówię. Musiałem wrócić – dodaje.

Pepliński gra w Mieszku od najmłodszych lat. Tutaj zaczynał jako dziecko, grając z tymi, którzy dziś występują w Mieszku w czwartej lidze. Nie jest mu więc łatwo poddać się w obliczu pozaboiskowych problemów. – Dawid Radomski, Damian Garstka, stawialiśmy tutaj razem pierwsze kroki, więc to jest niesamowita satysfakcja, że znów możemy razem grać. Mamy teraz naprawdę świetną atmosferę, czuję się super w tej grupie, nie chcę z tego zrezygnować. Sztuką jest w tej chwili „wyczyścić” głowę, a to jest chyba najtrudniejsze. Po pierwszych zabiegach jeszcze nie myślałem, ale teraz boję się każdego mocniejszego ruchu. Liczę tylko, że z każdym dniem i każdym meczem, będę o tym zapominał i będzie coraz lepiej – kończy. 

Robert, dla nas już jesteś bohaterem!

12 sierpnia 2022 | 20:51

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *