Piłka nożna

Mieszko - Obra 2-0
Mieszko - Nielba 2-0
Iskra - Mieszko 2-1

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

Pyra - MKK 82-73
ŁKS Youth - MKK 72-110
MKK - Ciech 59-77

Piłka ręczna

MKS - Galychanka 34-29
MKS - Piotrcovia 26-24
Start - MKS 28-29

Futsal

Orlik - KS 4-1
KS - Futsal 4-5
Futsal - KS 3-3

Klubowy budżet kością niezgody (wywiad)

Sporo dzieje się ostatnio przy Strumykowej i w zasadzie nie jest to sytuacja niezwykła. Klub awansował do III ligi i należało się tego spodziewać. Choć to o czym się mówi, sprowadza się do jednego nazwiska – Dawid Frąckowiak. Kością niezgody pomiędzy dyrektorem sportowym, a klubem jest jak się okazuje budżet.

Dyrektor sportowy biało-niebieskich ogłosił to najpierw prezesowi klubu, a później całej reszcie na Facebooku, że nie zamierza dłużej firmować swoim nazwiskiem produktu o nazwie „Mieszko” i odchodzi. Po wielkiej fecie i nowych planach tworzenia piłki na dobrym poziomie w Gnieźnie, taka deklaracja powinna dziwić. Zwrot o 180 stopni w tak krótkim czasie? Co takiego zatem wydarzyło się w ostatnich dniach, że jedna z głównych osób w strukturach klubu postanowiła opuścić okręt? Postanowiliśmy dowiedzieć się tego u samego źródła.

Hubert Maciejewski/SportoweGniezno.pl – Dawid, wielu kibiców jest potężnie zaskoczonych, my sami otrzymaliśmy maile z pytaniami co się stało. Zatem pytam – skąd takie zamieszanie?

Dawid Frąckowiak – To jest złożona sprawa i składa się na nią wiele wątków. POdstawową rzeczą, która zaważyła na zakończeniu współpracy jest brak realnej perspektywy rozwoju sportowego i organizacyjnego klubu. Ja należę do ambitnych osób, chciałem byśmy po awansie do III ligi mogli się cieszyć grą zespołu, mogli w niej odgrywać ważną rolę. A na dziś szanse na to, że Mieszko będzie rósł w siłę są niewielkie

To brzmi trochę tak, jakby tylko Tobie zależało na rozwoju sportowym. A to już mocny zarzut w stronę działaczy.

Jak w klubie odpowiadam za kwestie sportowo-organizacyjne zespołu seniorów. Angażuje się w to w 200 procentach i jak na poziom, który reprezentujemy wygląda to myślę przyzwoicie. To w kwestii mojej „działki”, bo chcę się wypowiadać tylko za siebie. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy, żebyśmy mogli wykonać kolejne kroki w przód. Marzy mi się, aby Mieszko na poziomie III ligi był zespołem szanowanym i który dostarcza kibicom rozrywki. Co do pozostałych rzeczy i tego, komu na czym zależy, to powinni się wypowiedzieć na ten temat zainteresowane osoby.

Rozumiem, że rozmawialiście z Maciejem Ciesielskim (prezes klubu – dop.aut.) na tematy, które Was różnią? Nie dało rady znaleźć żadnego „złotego środka”? 

Rozmawialiśmy na ten temat od wielu tygodni. Przecież to, że awansujemy wyżej było niemal pewne od pół roku. Wszyscy mają i mieli świadomość, że III liga to już pół-zawodowstwo. To już są większe wyzwania, wymagania i co za tym idzie, większe finanse. Wszyscy wiedzieli o tym, że trzeba zwiększyć budżet.

Chwilę, bo coś do mnie dociera… Podzieliła Was kwestia spojrzenia na finanse klubu? Postawiłeś jeśli dobrze odczytuję twardy warunek – nie będzie pieniędzy, nie podpisuję się pod projektem „Mieszko w III lidze”?

Dokładnie tak. Ja swoje zadanie, które mi dano, gdy przychodziłem do klubu wykonałem. Ludzie funkcjonujący w klubie poznali styl mojej pracy, moje zaangażowanie i mój charakter. Jak już mówiłem, jestem też bardzo ambitny. Nie wyobrażam sobie więc tej sytuacji, gdy nie stać nas na coś, na co się pisaliśmy. Wiem jak to się skończy, bo robię to od dawna. Moja umowa z klubem wygasła, obiecałem wszystkim z prezydentem Tomaszem Budaszem na czele, że w czerwcu 2018r. będziemy mieć III ligę i ją mamy! A co dalej? Fundamenty finansowe są najważniejsze i nie pomogą tu chęci i zaangażowanie.

Dawid, ale w każdej dyscyplinie nie jest problemem osiąganie sukcesów, gdy w klubowej kasie wszystko się zgadza. Może trzeba było podjąć rękawicę, nawet pomimo trudniejszej sytuacji? Nie jest tak, że postawiłeś działaczy pod ścianą mówiąc – „albo znajdą się pieniądze, albo mnie nie ma”?

Oczywiście, że można byłoby tak zrobić, ale twarde realia nie pozwalają mieć takiej nadziei. Mówię to z pełną świadomością. To jeśli chodzi o pierwszą część pytania. A czy wchodzę tylko tam, gdzie są pieniądze? Nie do końca. Bo wychodzę z założenia, że przede wszystkim trzeba je umieć wydawać. Pracowałem w Elanie Toruń, gdy liderowała w III lidze i miałem do dyspozycji połowę tej kwoty, którą wydano, aby w końcu awansować na drugi szczebel.

Naprawdę jestem daleki od tego, żeby kogoś szantażować. Lubię jasne sytuacje i zasady gry na początku. A jeśli od półtora roku mówię, co będziemy potrzebować, a okazuje się, że w III lidze będziemy mieć mniejszy budżet niż w zakończonym sezonie to o czym my mówimy.

Ile zatem powinno znaleźć się w kasie klubu, by zaspokoić Twoje ambicje?

Żeby funkcjonować na normalnym poziomie i rywalizować na nim potrzeba ok 850-900 tys. zł. rocznie. I to wcale nie jest dużo! Wiem jakimi budżetami dysponują inne ośrodki i co można zdziałać za mniejsze lub większe pieniądze. Są kluby w III lidze, które mają w kasie 2 mln, ale i takie, które mają trzykrotnie mniej i też jakoś dają radę.

A dużo brakuje do tego – Twoim zdaniem – minimalnego budżetu?

Oczywiście mam taką wiedzę, ale nie czuję się upoważniony by ujawniać te sumy. Moim zdaniem środki są na razie zdecydowanie za małe, by nie tylko grać w tej lidze, ale i by ją utrzymać w niej.

A jeśli chodzi o Twoje uposażenie? Żeby była jasność. To nie był problem w Waszych rozmowach?

To w ogóle nie wchodzi w grę, że zrezygnowałem, bo chciałem więcej! To jest drugorzędna sprawa i jeśli ktoś chce wierzyć, lub nie, to ja nie robię tego dla pieniędzy. Gdybym tak to tego podchodził, to mogę zdradzić, że przed rokiem miałem propozycję z I-ligowej Stali Mielec za pięciokrotnie wyższą pensję. Jestem gnieźnianinem i Mieszko to mój klub. Chciałbym zbudować tutaj coś na lata. Stworzyć coś, na co Gniezno niewątpliwie zasługuje. O mojej osobie w ogóle nie rozmawialiśmy. To ja próbowałem co rusz wszystkich godzić – od działaczy po sponsorów i zawodników. Długo by mówić… Liczę, że na tym ostatnim zakręcie wszyscy pójdą po rozum do głowy i schowają do kieszeni swoje „zadry”

Twoja decyzja jest definitywna? Światło już zgasło?

Wyznaję zasadę – nigdy nie mów nigdy. A problem jest prozaiczny. Oddałbym serce za ten klub i jeśli będzie na horyzoncie światełko w tunelu, chęć porozumienia się i pójście w odpowiednim kierunku…

….czyli jak rozumiem „Jeśli będą pieniądze”?

To jest główny powód i nie owijajmy w bawełnę.

A skąd znaleźć te brakujące tysiące? Kibiców jest tylu ilu jest, sponsorów również. Może jest pewna ściana, której nie da się przebić i powinieneś mieć świadomość wcześniej?

W każdym klubie, w którym pracowałem to zarząd jest od zdobywania środków. A jeśli juz zarząd nie potrafi, to wiem, że jest grupa osób, która chętnie ponownie zaangażuje się w działalność klubu i jest w stanie uzupełnić braki. Ale to wszystko musi być na zasadzie dialogu i trzeba rozmawiać. Schować swoje „ego” i działać na rzecz wspólnego dobra. Ja powiem tak – chcę kontynuować swoją pracę i to pomimo tego, że mam masę propozycji z wyższych lig. Mieszko to mój klub i chciałbym dalej współpracować zarówno z tymi piłkarzami, jak i prezesem Ciesielskim. Jesteśmy dobrymi kolegami i pomimo wzlotów i upadków, to złego słowa nie powiem, bo chce on jak najlepiej dla klubu.

A jak wygląda w ogóle sytuacja z zawodnikami i trenerem? Z końcem czerwca wygasły im kontrakty.

Dokładnie tak. Straciliśmy juz sporo czasu na rozmowy i chcąc by zostali, to trzeba działać. Ale, gdy nie wie na czym się stoi, to o czym mamy rozmawiać? Nie możemy debatować o wirtualnych kwotach i obiecankach, a trzeba twardo stąpać na ziemi. Dlatego tutaj rozumiem, że zarząd miał związane ręce, nie wiedząc co może zaoferować. Na razie zawodnicy są wolni i mogą sobie szukać klubów. Ale z tego co wiem, to czekają, choć niektórzy są na testach w innych ośrodkach. Czekają też na mój ruch, bo wiedzą do jakich standardów ich przyzwyczaiłem. Moim zdaniem większość tego świetnego zespołu można zatrzymać, ale czas biegnie teraz błyskawicznie. Nawet w innych kwestiach. W okresie letnim tydzień zwłoki w przygotowaniach to już dramat.

Czyli jeśli nie będzie Dawida Frąckowiaka, nie będzie połowy drużyny? Będzie masowy exodus?

Nie wiem. Ja nigdy nie działam tak, żeby rzucać kłody pod nogi działaczom, z którymi pracowałem. Nie będę też buntował zespołu, bo byłaby to komedia. Odciąłem się od tych rozmów, choć mam non stop telefony od chłopaków, którzy pytają co dalej będzie. Nie ma mnie w klubie, więc nie wiem co się dzieje. A wielu z nich proszę mi wierzyć, miało dużo lepsze propozycje. Poprosiłem ich, nakreślając wizję budowy ciekawego ośrodka, by przyszli do Gniezna. Zrealizowali cel, a teraz mamy im powiedzieć, że dostaną 30proc mniejsze uposażenie? Jak mają się na to zgodzić. Ja nie chcę zostawiać za sobą zgliszcz.

To na koniec jeszcze jedno pytanie. Naczytałeś się pewnie komentarzy pod Twoim postem o odejściu. Jakie wnioski po tej lekturze?

Szczerze? Popłakałem się. Jestem bardzo emocjonalny w kontekście podejścia do piłki. A wpisy mnie totalnie zaskoczyły. To prawdziwe paliwo do dalszego działania. Nie wiedziałem, że tyle osób docenia moja pracę i zaangażowanie.  Robię to dla nich, by ten stadion się zapełniał, a nie dla swojej autopromocji. Ja w światku piłkarskim nie jestem anonimową osobą. Co rusz dostaję propozycję, ale chciałem tutaj coś zdziałać. Pamiętam, jak wracałem na Strumykową i było 15 osób na trybunach. Zainteresowania żadnego, wstęp bezpłatny i pamiętam taką historię. Zamawialiśmy w jednej z drukarni bilety. Poprosiłem o tysiąc biletów i usłyszałem odpowiedź: „Po co wam tyle biletów, przecież wy tego nie sprzedacie”. A ja na to: „Przyjadę tutaj za półtora roku i zamówię pięć tysięcy”. I przed meczem barażowym tak było! Przypomniałem temu panu nasza rozmowę.

Dziękuję za rozmowę

03 lipca 2018 | 15:40

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *