Piłka nożna

Mieszko - Polonia 0-3
KKS II - Mieszko 2-2
Mieszko - LKS 2-4

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

MKK - Polonia 58-84
Polonia - MKK 89-68
Astoria - MKK 95-98

Piłka ręczna

MKS - Varsovia 39-27
MKS - Ruch 22-21
SPR - MKS 22-31

Futsal

KS - Bojano 3-3
Futbalo - KS 6-1
KS - Futsal 3-3

Arkadiusz Koronka, czyli kariera od sędziego piłkarskiego do prezesa klubu

Długo czekaliśmy na tak obszerny wywiad z nowym prezesem MKS-u PR Urbis Gniezno. Sezon przedwcześnie dobiegł końca, więc to idealna okazja, by dowiedzieć się o kilku ważnych kwestiach dotyczących drużyny szczypiornistek i samego klubu. Ciekawy był też sam transfer na stanowisko szefa klubu.

Był już piłkarskim sędzią, działaczem żużlowym, teraz zdecydował się skierować kroki w stronę kobiecego szczypiorniaka. Arkadiuszowi Koronce minęło właśnie pół roku na fotelu prezesa MKS-u. Od tego czasu wydarzyło się na tyle dużo, że to odpowiedni moment, by zapytać o przeszłość i przyszłość. Chcieliśmy się dowiedzieć m.in o zarobki w klubie, budżet i plany na przyszłość. Co z tego wyszło? Dziś pierwsza część wywiadu.

Hubert Maciejewski/SportoweGniezno.pl: Pańskie sportowe CV cały czas wzbogaca się o kolejne pozycje. To pierwszy sezon na fotelu sternika nowego klubu, więc na początek standardowe pytanie – jak by go pan ocenił? Czasu do przemyśleń i analiz było ostatnio sporo

Arkadiusz Koronka/prezes MKS: Funkcję prezesa objąłem w listopadzie ubiegłego roku, po rezygnacji poprzednika. Ten pierwszy sezon był dla mnie bardzo pracowity, oraz niezwykle dynamiczny. Wszystko działo się bardzo szybko. W błyskawicznym tempie musiałem uczyć się wielu nowych rzeczy. Mam nadzieję, że dało się zauważyć wdrożenie kilku nowych i pozytywnych pomysłów. Poznałem wielu nowych ludzi, z którymi szybko musiałem nauczyć się współpracować. Nie ukrywam, że decyzja o tak istotnym moim zaangażowaniu w klub, była bardzo trudna, ale w obliczu „braku chętnych”, podjąłem się tego wyzwania. Sezon w Gnieźnie z różnych, niezależnych powodów rozpoczął się dla MKS-u  bardzo późno. Po czterech meczach wyjazdowych, na koniec listopada mogliśmy w końcu nasza drużynę zobaczyć w hali przy ul. Sportowej 3.  W grudniu, tuż przed świętami, rozegraliśmy pamiętny, niesamowity mecz z ekipą z Żor. Wygraliśmy go przy pełnych trybunach i wspaniałej atmosferze. Początek roku przyniósł nam cenne wyróżnienie podczas gali „Orły Gnieźnieńskiego Sportu”. MKS PR URBiS wybrano drużyną roku, a do tego Asia Sawicka została najlepszym sportowcem 2019 roku. W Pucharze Polski, w zmienionej od tego roku formule, doszliśmy do najlepszej dziesiątki, co było największym osiągnięciem klubu w tych rozgrywkach. Wreszcie przyszedł marzec i… pandemia COVID-19. Pojawiło się wiele znaków zapytania, i niewiadomych, a także konieczność podjęcia niepopularnych decyzji. Reasumując, sezon ten był dla mnie bardzo ważną, trudną, ale dobra lekcją.

O Covidzie będzie nieco później. Co w ogóle zadecydowało, że zdecydował się pan na objęcie stanowiska prezesa? Do tej pory mało się o tym mówiło, a zmienił pan przecież naszą „królewską” dyscyplinę czyli żużel na piłkę ręczną? Dlaczego? 

Moje kontakty z nieco poważniejszym sportem rozpoczęły się od piłki nożnej. Przez piętnaście lat byłem sędzią piłkarskim, a w ostatnich dwóch latach również obserwatorem i kreatorem młodych adeptów rzemiosła sędziowskiego. Zajmowało mi to ogromnie dużo czasu. Przez cały ten czas prowadziłem z małżonką firmę, a dodatkowo w ostatnim okresie coraz częściej zaczęły pojawiać się kontuzje. Podjąłem więc tę trudną dla mnie w życiu decyzję, o zakończeniu przygody z gwizdkiem. W międzyczasie skrzyżowały się moje drogi z Rafaelem Wojciechowskim i pojawiła się szansa współpracy przy projekcie GTM Start Gniezno. Na pewno było to spełnienie moich marzeń z dzieciństwa – być blisko żużla. Ten okres wspominam bardzo miło, ale po trzech latach wyczerpała się formuła mojej działalności w klubie. Czas ten był dla mnie okazją do poznania od środka działania klubów, zachowania zawodników, pracy zarządu i organizacji. Wiele osób namawiało mnie wówczas na mocniejsze zaangażowanie się w piłkę ręczną, zarówno od strony sponsorskiej jak i organizacyjnej. Długo się opierałem, ale w końcu dałem się namówić. Po pół roku… skończyło się funkcją prezesa. Czy członkowie stowarzyszenia dokonali dobrego wyboru – czas pokaże.

Dobrze, to jak można w takim razie porównać emocje, które wywołuje szczypiorniak i czarny sport? 

Tak naprawdę mam problem z porównaniem emocji w speedwayu i szczypiorniaku. W piłce ręcznej przez cały czas coś się dzieje. Jej szybkie tempo akcji, walka o każdą piłkę – jest to sport niezwykle kontaktowy, a co najważniejsze wszystko zależy od bezpośredniej dyspozycji zawodniczek. W żużlu natomiast, jest niesamowita prędkość, warkot motocykli, ogromne ryzyko. Tam jednak poza dyspozycją zawodnika, o wyniku decyduje wiele niuansów i szczegółów technicznych dotyczących silników czy ich odpowiednich przełożeń. Kiedy widzisz jak płeć piękna wychodzi na parkiet i walczy ostro, często bezpardonowo, a po faulach szybko wstaje bez udawania, to można mocno zafascynować się tą dyscypliną.

Co było najtrudniejsze na początku przygody z MKS? 

Tak naprawdę przy klubie miałem jedynie doradzać, głównie w zakresie współpracy sponsorskiej, a tymczasem zostałem prezesem. Kiedy we własnej firmie podejmujesz decyzje to sam ponosisz jej konsekwencje. Funkcja sternika klubu, to już zupełnie coś innego. Musisz podejmować każdego dnia trudne i często niepopularne decyzje. Niekiedy niezrozumiałe dla szerszego odbiorcy. Musisz sprostać różnym wymaganiom, które są niekiedy zupełnie inne od tych, z jakimi mierzą się zawodniczki, trenerzy, kibice, trenerzy czy nawet zarząd. Ponadto stajesz się osobą publiczną i przestajesz być anonimowy. Nie jest to łatwe.

Jak się współpracuje z dziewczynami z boiskami?

Z dziewczynami, nie wiem. Natomiast z dziewczynami – piłkarkami ręcznymi… uczę się tej współpracy. Nasze zawodniczki mimo tego, że są bardzo zacięte i nieustępliwe, mają bardzo dobre serca i są bardzo pozytywnie nastawione do życia. To wiele ułatwia.

Na boisku wiemy kto u nas rządzi. Ale czy w szatni też są liderki? Kto ma najwięcej do powiedzenia w zespole? 

Jeżeli chodzi o tę sferę, to pozostawiamy to w gestii trenerów, gdyż znają oni dziewczyny najlepiej. Niemniej jednak musimy pamiętać o tym, że jest to sport drużynowy i każda z zawodniczek jest dla nas bardzo ważna.

To pytanie nurtuje wielu. Ile tak naprawdę zarabia się w gnieźnieńskim klubie? Mam na myśli działaczy, trenerów i zawodniczki? 

W związku z zastrzeżeniami o poufności kontraktów i umów zawodniczych i trenerskich nie mogę oczywiście udzielać informacji dotyczących kwestii finansowych pomiędzy stronami. Ale chętnie powiem, jak sprawa się ma jeśli chodzi o działaczy. Wszyscy członkowie zarządu, swoje funkcje wykonują całkowicie pro bono i traktują to jako swoistą misję społeczną. Ponadto Przemek Błachowiak, Arek Nowicki, Romek Majorczyk i ja, jesteśmy również sponsorami drużyny. Łatwiej jest być społecznikiem w MKS-ie gdy jednocześnie jest się ogromnym pasjonatem tej dyscypliny. Takimi bez wątpienia są Robert Popek, Jurek Imbierowicz i Romek Solarek. Gdy więc spotyka się z sobą grupa osób z wielką pasją i zaangażowaniem, a nie z chęci zysku, to taki projekt ma duże szanse powodzenia.

Na koniec tej części jeszcze jedna kwestia – Akademia. Rozwija się ona w szalonym tempie, jest ogromna grupa dzieci i młodzieży biegających z piłką. Możemy już mówić o modzie na piłkę ręczną?

W roku 2019 kontynuowaliśmy szereg działań mających promować piłkę ręczną w Gnieźnie. Po ulicach miasta jeździ autobus oraz samochód w barwach MKS-u. Pod koniec wakacji na gnieźnieńskim rynku tuż przed koncertem zespołu COMA, nastąpiła prezentacja naszego zespołu. Odwiedziliśmy również z zawodniczkami wiele szkół z zaproszeniami na mecze oraz do naszej akademii. Natomiast jeżeli chodzi o akademię, to muszę skierować wielki ukłon w stronę jej dyrektora Przemka Błachowiaka, który od początku podjął się tego trudnego zadania i rozkręcił akademię do naprawdę fajnych rozmiarów. Jeżeli chodzi o modę na piłkę ręczną, to myślę, że to dopiero początek naszej drogi. W zanadrzu mamy wiele projektów, pomysłów i dopiero się rozkręcamy. W perspektywie dłuższego czasu, mam nadzieję, będziemy mieć godną pozazdroszczenia modę na piłkę ręczną w Gnieźnie.

Dziękuję bardzo 

Była to I część wywiadu z prezesem MKS PR Urbis Gniezno. Kolejna już jutro wieczorem. Będzie o klubowym budżecie, zakusach na Superligę i skutkach pandemii dla gnieźnieńskiego szczypiorniaka.

30 maja 2020 | 13:37

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *