Piłka nożna

Mieszko - Obra 2-0
Mieszko - Nielba 2-0
Iskra - Mieszko 2-1

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

GAK - MKK 84-94
ŁKS - MKK 94-74
MKK - Flota 76-71

Piłka ręczna

Zagłębie - MKS 40-24
MKS - FunFloor 28-28
Bachus - Szczypiorniak 33-30

Futsal

Futsal - KS 3-3
Dragon - KS 9-4
KS - Investa 9-3

R. Popek: „Dziewczyny pokazały walkę. Psychicznie nie pękły”

W środę MKS PR URBIS Gniezno przegrał w meczu 1/8 finału Pucharu Polski z Metraco Zagłębiem Lubin 21:43. Jakie pozytywy w grze szczypiornistek z naszego miasta można było zaobserwować, a w których elementach rozczarowały? O tym i o kilku innych sprawach porozmawialiśmy z Robertem Popkiem, trenerem MKS-u. 

Mateusz Domański, SportoweGniezno.pl: Początek meczu był wyrównany, ale później uwidoczniła się różnica klas. Jak pan oceni przebieg tego spotkania?

Robert Popek, trener MKS PR URBIS Gniezno: Na początku spotkania z bardzo dobrej strony w naszej bramce prezentowała się Kamila Olejniczak i to ona trzymała nam wynik. Największą różnicą w tym naszym dzisiejszym graniu było wyprowadzanie ataków szybkich. Zagłębie z tego słynie – z dobrej obrony i kontry. To były zarówno kontry bezpośrednie, jak i pośrednie. Wiedzieliśmy, że kluczem będzie powrót do obrony. Niestety, nie zawsze się to udawało. Próbowaliśmy przerywać ataki z przodu, a to trzeba było po prostu ustawiać. W trakcie pierwszej połowy straciliśmy raptem trzy bramki z ataku pozycyjnego, reszta to były kontry. To było kluczowe.

Sporo waszych błędów zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Z czego to wynikało – nerwy czy brak doświadczenia? 

– Ja myślę, że nerwy absolutnie nie. Dziewczyny pokazały walkę. One psychicznie na pewno nie pękły. Sądzę, że jeszcze troszeczkę nam brakuje do tego poziomu. Wiemy, jak pracować i co poprawiać. Myślę, że każda minuta spędzona na parkiecie zaowocuje w pierwszoligowych zmaganiach.

Jakie pozytywne wnioski, oprócz tego, że dziewczyny są gotowe psychicznie na mecze z tak silnymi rywalami?

– Kilka akcji było naprawdę fajnych, zarówno w ofensywie, jak i obronie. Wyprowadziliśmy też pare super kontr. Jeżeli potrafimy wyprowadzić sześć czy siedem kontr przeciwko takiemu rywalowi, który naprawdę dużo biega, to ja jestem tym zbudowany. Myślę, że nasze młode zawodniczki będą dobijały do poziomu pozostałych i będziemy mogli grać szesnastką. Najważniejsza jest dla nas liga. Jak już wspomniałem, każda minuta spędzona na parkiecie powinna zaowocować. Jeśli na takim poziomie będziemy grali w lidze, to jestem spokojny.

Czy przed meczem spodziewał się pan lepszej postawy swoich podopiecznych, czy zagrały na miarę oczekiwań?

– Przed spotkaniem mieliśmy założenie, że najważniejsze będzie wyeliminowanie kontry Zagłębia. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to jest ich najsilniejsza broń. Niestety, ten element u nas zawiódł i będziemy musieli nad tym pracować. Gdyby udało nam się wyeliminować u rywalek atak szybki bezpośredni i pośredni, a głównie ten bezpośredni, bo Karolina Semeniuk naprawdę napędzała te natarcia w drugie tempo i w szybki środek, to byłoby lepiej. Tym nas rywalki rozbiły. Jeśli chodzi o ten element gry, to mamy jeszcze dużo do zrobienia.

Po raz kolejny mogliście liczyć na wspaniałe wsparcie ze strony kibiców. Ponownie trzeba podkreślić, jak wielkie zainteresowanie piłką ręczną występuje wśród gnieźnian.

– Jest ono bardzo duże. Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować naszym kibicom. Doping był wspaniały. Myślę, że wszyscy gnieźnianie czekają na nową halę. Bardzo żałujemy, że jej jeszcze nie ma. Sądzę, że wówczas byłoby jeszcze większe święto. Najważniejsze, że ona powstaje i za pół roku będzie gotowa. Do tego się przygotowujemy. Cały czas budujemy formę, by na parkiecie nowego obiektu sprawiać jeszcze większe emocje i osiągać jeszcze lepsze wyniki.

A jakie są cele zespołu na dalszą część pierwszoligowych rozgrywek?

– Myślę, że są one niezmienne. Głównym celem było utrzymanie się w lidze. Miniona runda była dla nas naprawdę udana, ale nie można zapominać, że kilka meczów kończyliśmy po horrorach, które układały się na naszą korzyść. Najbardziej cieszę się z końcówek – że w tych meczach potrafiliśmy zachować zimną krew do ostatniej syreny i rozstrzygać spotkania na swoją korzyść. To jest jednak sport, więc karta może się odwrócić. Trzeba mieć chłodne głowy i walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć o każdy ligowy punkt.

Praktycznie od pierwszych meczów sezonu gracie bez kontuzjowanej Moniki Łęgowskiej oraz Ewy Nowickiej, która spodziewa się dziecka. To bez wątpienia duże osłabienia.

– Oczywiście. Występujemy na prawym rozegraniu z Martą Wojtkowiak, która jest nominalną skrzydłową, aczkolwiek bardzo dobrze nam to funkcjonuje. Nie mamy dużego zagrożenia rzutowego, ale gra Marty na zwodzie jest nam bardzo potrzebna. Musimy tak grać i czekać aż Monika wyzdrowieje, a Ewa urodzi. Z optymizmem patrzymy w przyszłość.

18 stycznia 2018 | 16:00

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *