Piłka nożna

Mieszko - Obra 2-0
Mieszko - Nielba 2-0
Iskra - Mieszko 2-1

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

GAK - MKK 84-94
ŁKS - MKK 94-74
MKK - Flota 76-71

Piłka ręczna

Zagłębie - MKS 40-24
MKS - FunFloor 28-28
Bachus - Szczypiorniak 33-30

Futsal

Futsal - KS 3-3
Dragon - KS 9-4
KS - Investa 9-3

Adrenalina doprowadziła go do kalectwa. „Nie gniewam się na życie”

Patrząc na Igora Sikorskiego przychodzi tylko jedno na myśl – chcieć, to znaczy móc – niemożliwe absolutnie nie istnieje! Niepełnosprawny sportowiec i medalista paraolimpiady w PjongCzangu przyjechał w minionym tygodniu do Gniezna, by popływać na desce w gnieźnieńskim Wake Parku.

14 marca 2018 roku przesedł do historii paraolimpijskiego narciarstwa alpejskiego w Polsce. Po dokładnie 30. latach przerwy doczekaliśmy się olimpijskiego sukcesu w tej dyscyplinie. Brązowy medal Igora Sikorskiego to pierwszy od ośmiu lat krążek paraigrzysk dla biało-czerwonych. Lider biało-czerwonych i niekwestionowana gwiazda zimowych sportów w Polsce wśród niepełnosprawnych odwiedził Gniezno, co wykorzystaliśmy, by chwilę z nim porozmawiać.

Hubert Maciejewski/SportoweGniezno.pl – Od kiedy zacząłeś uprawiać sport? Był on częścią Twojego życia jeszcze przed wypadkiem?

Igor Sikorski/paraolimpijczyk – Tak. Sport jest ze mną od dziecka, a to głównie zasługa moich rodziców, którzy pchali mnie do różnych aktywności fizycznych. Trenowałem kung-fu, snowboard, jeździłem na rowerze, a ten profesjonalny sport zacząłem uprawiać po upadku. Spróbowałem jazdy na nartach, czyli monoski i okazało się, że odczucia są podobne. A że zaczęło mi to dobrze wychodzić i trafiłem na odpowiednich ludzi i klub Start Bielsko, to miałem możliwości by trenować w spokoju

Wracasz jeszcze we wspomnieniach do wypadku, który Ciebie unieruchomił?

Nie, właściwie już tego nie robię. Czasem śni mi się, że chodzę, czy idę do sklepu kupić sobie np. nową deskorolkę. We śnie uczę się jeździć od nowa i to są takie historie, które troszkę dają do myślenia. Minęło trochę lat i życie jest zbyt krótkie, by gniewać się na los, na który się nie ma i nie miało wpływu. Każdemu może się to przydarzyć i ważne jest to, by realizować swoje pasje i nie użalać się nad sobą.

Jak w ogóle doszło do tego przykrego zdarzenia. Znalazłem w internecie tylko wzmiankę, że spadłeś z kilku metrów

Miałem wtedy 17 lat. To czas, gdy człowiek ma różne dziwne pomysły. Ja zawsze szukałem adrenaliny i tym razem wspinałem się po drzewie. Miałem dużego pecha, bo w rękach złamała mi się gruba gałąź i spadłem z ok. 6m na plecy. Nie był to mój pierwszy upadek i wiele z nich kończyło się dobrze. Tutaj zdarzył się spory niefart i koniec.

Diagnoza od razu była fatalna? Pewnie długo wierzyłeś, że będziesz w stanie wrócić do sprawności?

Uszkodziłem rdzeń kręgowy i wielkiej nadziei nie było. Wiele osób raczej nie odzyskuje dawnej sprawności i pogodziłem się z tym, ale nie przyszło to od razu. Na początku nie miałem ochoty, żeby nic robić. To rodzina i rehabilitant, który przychodził do mnie sześć razy w tygodniu motywowali mnie aby ćwiczyć. W zasadzie po dwóch latach byłem z powrotem na stoku narciarskim. Mając odpowiedni sprzęt można zdziałać wiele pięknych rzeczy, nawet będąc niepełnosprawnym.

A pierwsze treningi na stoku, już bez sprawnych nóg?

Były ciężkie. Utrzymanie równowagi na jednej wąskiej narcie było czymś niewyobrażalne. W ogóle stok wydawał mi się dużo bardziej stromy. To były zupełnie nowe odczucia, ale jedno pozostało niezmienne. Uczucie wolności i frajdy z jazdy pozostało to samo po pewnym czasie.

Sporym wydarzeniem w Twojej karierze było chyba powołanie do kadry narodowej? Co wtedy poczułeś?

Zgadza się. Na pewno było to szczególne wydarzenie, o którym marzyłem. Po zdobyciu tytułu Mistrza Polski w 2012r. zostałem przyjęty do kadry i od tej chwili trenuję już z orzełkiem na piersi.

Jak wyglądają treningi, przygotowania do ważnych imprez?

Wyjeżdżamy często na lodowiec na 10 dni i tam szlifujemy formę. Mamy tam 3,5h treningu na nartach, później jest siłownia, odnowa biologiczna, sauna. Mamy wszystko co potrzeba, by dobrze szlifować formę.

Zostałeś pierwszym sportowcem po 30 latach, który wywalczył krążek na olimpiadzie w narciarstwie alpejskim. Radość pewnie była ogromna, bo i konkurencja niesamowita?

Całe przygotowania do sezonu poświęciłem temu celowi. Na Pucharach Świata potwierdzałem wysoką formę i jechałem do Korei po sukces. Chciałem pojechać jak najlepiej, a nie słuchać to czego ode mnie oczekiwano. Im większy balonik pompowano wokół mnie, tym bardziej takie coś rozprasza, ale starałem się odciąć od spekulacji. To nie był mój balon i ja na siebie presji nie wywierałem. Ten medal dał mi radość i ulgę. Cieszę się, że mogłem to zrobić dla naszego kraju i ludzi, którzy nas wspierają. To również jest ich sukces.

Dziś przyjechałeś do Gniezna, by udowodnić, że na wakeboardzie też radzisz sobie świetnie. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z wodą?

3 lata temu zacząłem pływać za wyciągiem. Jest to także freestyle, więc to co zawsze lubiłem robić. Cieszę się, że mogę pływać na desce, choć jest to inna pozycja niż na śniegu, ale są przeszkody i jest fajnie. To mnie napędza, ta adrenalina.

W gnieźnieńskim Wake Parku jesteś pierwszy raz?

Tak. Bardzo fajne miejsce. WIdać, że właściciele bardzo się starają, by funkcjonowało to na odpowiednim poziomie. Przeszkody są bardzo urozmaicone, bo zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych. Dla mnie to coś innego do normalnych treningów.

 A co byś powiedział dziś wszystkim, którzy mając jakiekolwiek fizyczne ograniczenia, brak chęci nie są skłonni wyjść z domu, by zacząć się ruszać?

Wiadomo, że każdy ma inny uraz i problem, ale wydaje mi się, że zawsze warto próbować różnych rzeczy. Wtedy można wyciągnąć własne wnioski, czy jest to dla mnie dobre, czy nie. Zawsze może się okazać, że jest fajnie i nie ma nic absolutnie do stracenia – to zawsze powtarzam każdemu.

Dziękuję za rozmowę

28 lipca 2018 | 10:13

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *