Piłka nożna

Mieszko - Polonia 0-3
KKS II - Mieszko 2-2
Mieszko - LKS 2-4

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

MKK - Polonia 58-84
Polonia - MKK 89-68
Astoria - MKK 95-98

Piłka ręczna

MKS - Varsovia 39-27
MKS - Ruch 22-21
SPR - MKS 22-31

Futsal

KS - Bojano 3-3
Futbalo - KS 6-1
KS - Futsal 3-3

D. Stalkowski: „Brakowało wsparcia trenerskiego” (wywiad)

Zachęcamy do lektury wywiadu z Damianem Stalkowskim, zawodnikiem Car Gwarant Startu Gniezno. Wychowanek Polonii Bydgoszcz odniósł się między innymi do dosadnych słów Krzysztofa Jabłońskiego, przygotowań sprzętowych, a także rywalizacji o miejsce w składzie.

Mateusz Domański, SportoweGniezno.pl: W ostatnim czasie padło sporo negatywnych słów na temat twojej osoby, przede wszystkim ze strony Krzysztofa Jabłońskiego. Kiedy zapytałem go, nad czym musisz popracować, odpowiedział, że w ogóle musisz zacząć pracować. Jak się do tego odniesiesz?

Damian Stalkowski, młodzieżowiec Car Gwarant Startu Gniezno: Szczerze mówiąc, to nie chciałem tego komentować, ale w jednym wywiadzie już poruszyłem tę kwestię. Nie wiem, co dokładnie miał na myśli pan Krzysztof Jabłoński. Ja miałem w Gnieźnie warsztat i przyjeżdżałem tutaj na treningi. Jeździłem też na zawodach. Nie jest łatwo to wszystko połączyć. Nie przyjeżdżałem tu tylko pojeździć na torze. Praktycznie codziennie pojawiałem się tutaj, by chociażby umyć motocykle. Później nocowałem w hotelu i dalej pracowałem, bo sprzęt trzeba było przygotowywać. W Bydgoszczy praktycznie mnie nie było. To właśnie tam mam swoją siłownię, tam trenowałem. Nie miałem czasu, by przygotować sobie jedzenie, o czym pan Krzysztof tak często mówił.

A jak wyglądały kwestie sprzętowe?

– Motocykle przygotowywałem tak, jak zawsze. Później się wszystko posypało i musieliśmy kombinować. To była jedna z przyczyn mojej jazdy „w kratkę”. Druga sprawa jest też taka, że jestem dosyć młody. Nie będę miał zatem takiej płynności jazdy, jak bardziej doświadczeni zawodnicy. Chciałbym przypomnieć, że mam jeszcze trzy lata startów w kategorii juniorskiej. Nie lubię, kiedy porównuje się mnie do doświadczonych żużlowców. Niektórzy z nich mają grubo ponad dziesięć lat spędzonych na torze. Czasami tak bywało… Szczególnie, kiedy jedne czy drugie zawody nie poszły po mojej myśli. To jest też kwestia tego doświadczenia.

Jeszcze wrócę do postaci Krzysztofa Jabłońskiego. Jak przebiegała wasza współpraca?

– Szczerze? Tak czy inaczej, to podchodziłem do tego bardzo indywidualnie. Trener sam jeździł i za dużo takiej współpracy stricte trenerskiej nie było.

Czyli brakowało wsparcia?

– Na pewno brakowało wsparcia trenerskiego. Jak już wspomniałem, pan Krzysztof też jeździł i nie miał na to zbyt wiele czasu. Nie wiem, jak to miało wyglądać. Przekonałem się, że chyba nie można połączyć obowiązków trenera z zadaniami, które stoją przed zawodnikiem. Może, gdyby się chciało i miało się mniej innych swoich zajęć, to byłoby to prostsze. Ja nie dostawałem za dużo wskazówek.

Od kogo zatem czerpałeś rady?

– Dopytywałem tam, gdzie mogłem. Głównie wychodziło to jednak z własnego doświadczenia. Czasami brałem udział w takich treningach, które były przeznaczone dla szkółki. Bywało tak, że trenowałem w pojedynkę, za zgodą pana Rafaela.

Pod koniec sezonu mówiłeś, że twoje motocykle się posypały. A jak teraz stoisz ze sprzętem?

– Obecnie wymieniam wszystko, co potrzeba, czyli w zasadzie większość rzeczy. Do tego dojdzie jeden nowy silnik. Jeden będę miał z tego sezonu, kupiłem go po tych rundzie zasadniczej. Używałem go na młodzieżówkach, a później też podczas meczów ligowych. Tak naprawdę, to jeździłem na nim do końca. Dopiero na ostatnie spotkanie pożyczyliśmy sprzęt od Dawida (Wawrzyniaka – dop. red.). Pomógł w tym pan Rafael. To był ciężki mecz, bo ja nie znałem tych motocykli. Początkowo to był cały jego sprzęt, a później powkładano w niego moje części.

Czy na przyszły sezon będziesz lepiej przygotowany pod kątem sprzętowym?

– To jest złośliwość rzeczy martwych. Jeśli wszystko będzie szło tak, jak powinno i sprzęt nie będzie się sypał, to na pewno wyniki będą lepsze.

Nie obawiasz się rywalizacji o miejsce w składzie meczowym?

– W zasadzie to nie jest tak, że w meczu jedzie ten, który był najlepszy na treningu. Pod uwagę brane są także treningi i sparingi. To będzie sportowa rywalizacja. Na siłę nie ma sensu walczyć. Z takiego czegoś nie wychodzą dobre rzeczy. Wówczas zaczyna się nienawiść i krytyka wobec drugiej osoby. To jest niepotrzebne.

Jeżeli pojawia się taka krytyka wobec ciebie, to bierzesz ją do siebie czy całkowicie się od niej odcinasz?

– Jeśli ta krytyka jest trafna, to na pewno ją przyjmę i przemyślę. Zależy też, od kogo ona pochodzi. Staram się nie czytać komentarzy anonimowych ludzi. Kiedyś lubiłem je przeglądać, ale to się zmieniło. Uważam, że czytanie takich rzeczy jest bez sensu. Jeżeli krytyka nie jest trafna i ktoś gada głupoty, to fajnie jest się z tego pośmiać.

Fot. Tomasz Kordys

08 grudnia 2017 | 23:30

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *