Piłka nożna

Obra - Mieszko 0-3
Mieszko - .......
Mieszko - .......

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

MKK - Polonia 58-84
Polonia - MKK 89-68
Astoria - MKK 95-98

Piłka ręczna

MKS - Varsovia 39-27
MKS - Ruch 22-21
SPR - MKS 22-31

Futsal

KS - Bojano 3-3
Futbalo - KS 6-1
KS - Futsal 3-3

Jednemu oczy prawie wyskoczyły z orbit, pozostali mówią „wstyd” (wypowiedzi)

 

Miło biegać z mikrofonem po parkingu, po tak udanym meczu w wykonaniu czerwono-czarnych! Start pokazał nie jeden pazur, ale kilka. Poranił tak solidnie łodzian, że ci stadion przy Wrzesińskiej opuścili, gdy zapadły kompletne ciemności, długo analizując druzgocącą porażkę. Nam udało się dziś zebrać solidną porcję ciekawych wypowiedzi. Andersen cofnął się do czasów debiutu w Gnieźnie, Ślączka przyznał, że ma świadomość utraty pracy, a Mirek Jabłoński zdradził, co stało się z jego oczami, gdy na torze „wyrósł” mu Maks Bogdanowicz.

Hans Andersen (Orzeł Łódź) – Spotkanie było naprawdę ciężkie. To nie jest jakiś przesadnie ciężki tor do jazdy, ale zawsze są niewiadome. Miejscowi są tutaj naprawdę szybcy. Raz mijali nas po zewnętrznej, raz po wewnętrznej, jest tu sporo linii do jazdy. Na razie rzeczy nie idą tak jak sobie wyobrażaliśmy, ale ja nie jestem trenerem. Niech inni się zastanawiają co nie gra. Muszę też powiedzieć, że bardzo miło przyjeżdża mi się do Gniezna, bo to był mój pierwszy klub w Polsce. Nawet nie pamiętam kiedy to było, ale chyba około 20 lat temu. To były czasy Jimmy Nilsena, pamiętam też Krzysztofa Jabłońskiego, a Mirek Jabłoński był jeszcze tak młody, że nosił kask za swoim bratem (śmiech). Mam naprawdę miłe wspomnienia z tym miejscem, miło widzieć, że ciągle jest tu świetna atmosfera i tysiące kibiców na trybunach. Brawo Gniezno!

Rohan Tungate (Orzeł Łódź) – Powinniśmy wygrać ten mecz, ale… musielibyśmy mieć dziś dużo lepszych zawodników. Coś tu ewidentnie nie zagrało, ale na gorąco ciężko powiedzieć, gdzie leży problem. Ciągle nie mamy własnego toru, jeździmy po Polsce, robimy testy i na pewno bylibyśmy w bardziej komfortowej sytuacji, gdybyśmy mogli mieć swój obiekt. To na pewno frustrujące dla nas, kibiców i działaczy, bo chcemy walczyć o Ekstraligę. Musimy teraz skupić się nad poprawą naszej jazdy. Nie ma jednak wymówek. Powinniśmy tutaj pojechać lepiej, bo mamy dobrych i doświadczonych zawodników. NIe ma mowy, by tłumaczyć się, że nie mogliśmy znaleźć ustawień. Powinniśmy to zrobić wystarczająco szybko, ale nie zrobiliśmy. Wstyd.

Janusz Ślączka (trener Orła Łódź) – Pamiętam, że była mowa iż w przypadku więcej niż 2 porażek, moja pozycja będzie zagrożona. Teraz wszystko zależy od szefa (Witolda Skrzydlewskiego – dop. aut.). Ja zrobiłem wszystko, żeby było jak najlepiej. Jeżeli drużyna słabo jedzie, to nie jestem w stanie zrobić nic więcej. Podpowiadałem, szły korekty, ale chyba nie w tym kierunku, w którym powinny iść. Wielu z moich zawodników, nie czuje motocykli i to trzeba sobie powiedzieć. Jeżeli na tak łatwym torze, nie robią punktów to znaczy, że są słabi. Trzy zera niektórych, to wstyd. Skompromitowaliśmy się. Szkoda mi kibiców, bo jadą z Łodzi za nami, dopingują nas, a nasza drużyna nie walczy. Tylko Hans Andersen pojechał dobrze. Kościuch zna dobrze ten tor, ale nie zaprezentował nic. Na jego usprawiedliwienia trzeba powiedzieć, że upadał na tor, skasowano mu motocykl, ale powinni inni coś dołożyć.

Rafael Wojciechowski (menadżer Car Gwarant Startu Gniezno): Wynik nie pokazuje tego, ile walki było na torze. Widowisko było wspaniałe, tak uważam. Łodzianie postawili nam poprzeczkę wyżej, niż pozostałe zespoły. My z meczu na mecz jesteśmy mocniejsi. Mocno koncentrujemy się i jesteśmy zdeterminowani. Po spotkaniu w Krakowie chcieliśmy udowodnić, że to nie była tylko ich słabość, a także nasza moc. Drużyna jest zgrana i kompletna. Powoli możemy myśleć o tym, by włączyć się w walkę o play-offy. Chcemy być coraz bardziej skuteczni – zarówno podczas meczów wyjazdowych, jak i tych domowych.

Eduard Krcmar (Car Gwarant Start) – Było dobrze, choć trafiło mi się wykluczenie, a w ostatnim biegu miałem słaby start. Najważniejsze, że wygraliśmy. Pracowaliśmy jako drużyna świetnie i trzeba już myśleć o kolejnych potyczkach. W domu jesteśmy bardzo mocni, choć powiem, że ten tor delikatnie się różnił. Musiałem troszkę pozmieniać ustawień po pierwszym biegu, ale się idealnie udało.

Jurica Pavlic (Car Gwarant Start) – Cieszę się z wyniku, choć jak się spytałem przed 13 biegiem jaki jest rezultat, to nie mogłem uwierzyć! Widać już teraz wyraźnie, że u siebie jesteśmy piekielnie mocni. Chociaż jak mam być szczery, chłopacy, którzy jeździli tu przed rokiem, są szybsi ode mnie. Ja się trochę męczę. Wczoraj silnik mi padł, dziś wziąłem nowy i znów trzeba było szukać od początku ustawień. Wiem co trzeba poprawić i w jakim kierunku iść. Ja się także cieszę, że nie przywiozłem żadnej zerówki, mimo długiej podróży z Włoch (występ w SEC Challenge – dop.aut.)

Mirosław Jabłoński (Car Gwarant Start) – Tak jak mi oczy wyszły, kiedy zobaczyłem Maksa Bogdanowicza na torze w biegu, w którym upadł, tak dawno mi nie wyszły! Czułem się, jakby mi coś wyrosło na torze. Byłem w momencie wymijania Norberta Kościucha na pełnym gazie. On zamknął manetkę, ja wiedziałem, że nie mogę tego samego zrobić, bo będzie kraksa. Niestety tam stał Maks i dobrze, że to się tylko tak skończyło. Jestem poobijany, jedna ręka boląca, druga oparzona, ale powinno być dobrze. Zapraszamy kolejnych rywali, to się przekonają co u nas słychać (śmiech)

Marcin Nowak (Car Gwarant Start) – Na treningach było lepiej, ale znaleźliśmy powód problemów, optymalne ustawienia i wszystko „zatrybiło”. Bardzo się cieszę, że teraz wierzę, będzie już lepiej. Zawsze mówię – sprzęt może zbudować zawodnika, lub go zniszczyć. Było wielu, co skończyło kariery, bo nie mogli połapać się o co chodzi. Ja nie mogę powiedzieć, że go nie miałem, tylko chodziło o detale. Ale na razie nie wychodźmy zbyt daleko. Kolejni rywale nie będą łatwiejsi i pytanie, kiedy połapią się o co chodzi na tym torze. Tutaj ewidentnie Łodź była zagubiona i widziałem, że co bieg kombinowali z ustawieniami. Jestem mega zadowolony, że dołożyłem dużą cegęę do wyniku, a nie tylko cegiełkę.

Maks Bogdanowicz (Car Gwarant Start) – Nie ma co osiąść na laurach. Dziś było dobrze, ale nie było idealnie. Mam wiele jeszcze do zaoferowania i chcę, żeby nie powtarzały się sytuacje jak w moim 2 biegu, gdzie wiozłem za plecami Hansa Andersena. Mogliśmy wygrać z Gałą 5-1, ale się nie udało. Muszę się uczyć, żeby w następnych takich wyścigach było lepiej. A co do upadku, to dziwiłem się, że sędzia nie przerwał biegu. Dla mnie wydawało się to oczywiste, ale nie chcę oceniać. Nie wiedziałem co zrobić, to pierwsza taka sytuacja w moim życiu. Chciałem zabrać motor, ale nie zdążyłem. Jak zobaczyłem nadjeżdżającego Mirka Jabłońskiego trochę się wystraszyłem.

Adrian Gała (Car Gwarant Startu Gniezno): Z wyniku jestem zadowolony. To był dla mnie bardzo dobry weekend. Wiem jednak, ile pracy przede mną. Przyjmuję ten rezultat z pokorą. W mojej jeździe nadal widzę braki. Tak naprawdę, to w ostatnim biegu czułem się dobrze na motocyklu. Przejechałem poprawnie technicznie przez cztery okrążenia. Na technice się skupiam i tak będzie do końca sezonu. Jeżeli chodzi o średnią, to nie zwracam na to uwagi.

06 maja 2018 | 21:33

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *