Piłka nożna

Mieszko - Chodzież 3-0
Gołuchów - Mieszko 0-1
Mieszko - Pobiedziska 5-1

Żużel

Start - 
Start -
Start - 

Koszykówka

Pogoń - MKK  80-82
MKK - Pogoń  
Akademia G. - MKK 93-95

Piłka ręczna

MKS - KPR 24-36
SPR - Szczypiorniak 31-19
MKS - El_Volt 26-28

Futsal

KS - Wiara Lecha 2-5
Futbalo - KS 2-2
Białystok - KS 10-3

„Pierwszy cud już się zdarzył”. Medyk Startu o dramatycznej akcji

Mimo, że minęło kilkadziesiąt godzin nie sposób ciągle otrząsnąć się od wydarzeń, które w niedzielę popołudniu wydarzyły się przy Wrzesińskiej. Już nie tylko Gniezno, ale i cała żużlowa Polska wstrzymuje oddech i czeka na kolejne dobre wieści ze szpitala przy Szwajcarskiej. Dalej jednak pytamy się sami: Czy to naprawdę miało miejsce? Konsekwencje wiemy są poważne, jednak strach pomyśleć jaki mógłby być finał już na stadionie, gdyby nie niesamowita praca sztabu medycznego.

Ciągle wydaje się to jakimś sennym koszmarem i pewnie jeszcze długo nie da się zapomnieć obrazków, które trwały zaledwie 3-4 sekundy. Mimo, że w żużlu dochodzi co chwilę do wypadków, to taki splot wydarzeń na torze, nieczęsto się zdarza. W szoku był każdy, kto obserwuje od dziecka czarny sport. – Wydawało mi się, że widziałem już chyba wszystko w żużlu, ale czegoś takiego jeszcze nie. Nawet nie wyobrażałem sobie, że tak wysoko może wyrzucić zawodnika w powietrze – mówił nam Jarosław Pabijan, najbardziej znany i ceniony fotograf żużlowy w Polsce, który przyjechał do Gniezna. Co ciekawe, dosłownie kwadrans wcześniej oglądaliśmy wspólnie jego zdjęcia z Piły, z której szybko gnał na Wrzesińską, gdzie także doszło do zdarzenia, w którym motocykl wyfrunął w powietrze. Po zdarzeniu z Budniakiem, tylko spojrzeliśmy na siebie ze wzrokiem który wszystko mówił…

W szoku byli wszyscy, na czele z zawodnikami z Gniezna. – Boże, nie widziałem w życiu czegoś podobnego – mówił nam Sam Masters, który stał z żoną i synami i także wyglądali tak, jakby nie bardzo wierzyli w to co przed chwilą zobaczyli. I o ile starsi zawodnicy będą w stanie „ogarnąć” tą sytuację szybko, pytanie brzmi – co z młodymi adeptami, którzy z parkingu obserwowali to wszystko. Widok Bartka Bednarka, który spoglądał przerażonym wzrokiem w stronę drugiego łuku także daje do myślenia, czy ta makabra którą widzieli, nie wpłynie na nich w przyszłości. Co jednak z Patrykiem?

Stan jest bardzo poważny i ciągle realnie zagrażający życiu. Dopiero po wybudzeniu zawodnika ze śpiączki, co planowane jest na czwartek, lekarze będą mieli dużo większą wiedzę. Budniak ma na szczęście wokół siebie sztab najlepszych specjalistów, w tym tak potrzebnych neurochirurgów, wcześniej miał też grono wielkich specjalistów na stadionie, na czele z Rafałem Lukstaedtem.

To była najtrudniejsza od kilkudziesięciu lat akcja ratownicza na stadionie w Gnieźnie, słyszymy od medyka Startu. – Nie wyobrażałem sobie, że będę kiedykolwiek uczestniczył w takiej makabrycznej sytuacji na tym stadionie – mówi nam Lukstaedt. – Akcja. była skrajnie trudna, w trudnym miejscu i o nieznanych konsekwencjach. Mieliśmy tak dużo czynności do wykonania, zabezpieczenia, bo wiedzieliśmy, że ratujemy jego życie. Zagrożenie było ogromne i proszę mi wierzyć, że pierwszy cud już się zdarzył – że przeżył to na miejscu. Na szczęście mamy w Gnieźnie świetny zespół ratowników, a mówmy tutaj o zespole, tylko takich słów możemy używać. Wszyscy zachowali się wzorowo, przygotowaliśmy Patryka do lotu najlepiej jak mogliśmy, chociaż dla mnie była to podwójnie trudna akcja.

Trudna, ponieważ Lukstaedt dodajmy, jest nie tylko koordynatorem zabezpieczenia medycznego, ale i osobą zaangażowaną w prace klubu. Przebywa tutaj dużo częściej niż wynikałoby to z jego obowiązków, do tego doskonale zna miejscowych zawodników. – Bez dwóch zdań to był trudny element. Znam Patryka blisko, mam córkę w podobnym wieku, musiałem opanować to co czułem w środku i do dziś czuję się rozbity. Na szczęście poleciał w najlepsze miejsce i wierzę, że wyjdzie z niego. Idę jutro do kościoła pomodlić się o jego zdrowie i zachęcam każdego do tego samego.

I na koniec jeszcze coś, co także przywołuje nam inne przykre zdarzenie. – Jakby wspomnienia wróciły. Stay Strong Patryk – napisała Sylwia Jabłońska, która doskonale wie co pisze. Przez pewien czas także drżała o życie własnego syna, który już nie wrócił do ścigania, ale na szczęście uniknął najgorszego. Wtedy ponoć zdarzył się cud, bądźmy więc dobrej myśli, że i tym razem cud się powtórzy.

fot. Facebook.com/Rafał Lukstaedt

12 maja 2026 | 12:01

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *