Mimo, że minęło kilkanaście godzin nie sposób ciągle otrząsnąć się od wydarzeń, które wczoraj popołudniu wydarzyły się przy Wrzesińskiej (na zdj. upadek Krakowiaka). Już nie tylko Gniezno, ale i cała żużlowa Polska znów wstrzymuje oddech i czeka na kolejne dobre wieści ze szpitala przy Szwajcarskiej. Dalej jednak pytamy się sami: Czy to naprawdę miało miejsce?
Ciągle wydaje się to jakimś sennym koszmarem i pewnie jeszcze długo nie da się zapomnieć obrazków, które trwały zaledwie 3-4 sekundy. Mimo, że w żużlu dochodzi co chwilę do wypadków, to taki splot wydarzeń na torze, nieczęsto się zdarza. W szoku był każdy, kto obserwuje od dziecka czarny sport. – Wydawało mi się, że widziałem już chyba wszystko w żużlu, ale czegoś takiego jeszcze nie. Nawet nie wyobrażałem sobie, że tak wysoko może wyrzucić zawodnika w powietrze – mówił nam Jarosław Pabijan, najbardziej znany i ceniony fotograf żużlowy w Polsce, który przyjechał do Gniezna. Co ciekawe, dosłownie kwadrans wcześniej oglądaliśmy wspólnie jego zdjęcia z Piły, z której szybko gnał na Wrzesińską, gdzie także doszło do zdarzenia, w którym motocykl wyfrunął w powietrze. Po zdarzeniu z Budniakiem, tylko spojrzeliśmy na siebie ze wzrokiem który wszystko mówił…
W szoku byli wszyscy, na czele z zawodnikami z Gniezna. – Boże, nie widziałem w życiu czegoś podobnego – mówił nam Sam Masters, który stał z żoną i synami i także wyglądali tak, jakby nie bardzo wierzyli w to co przed chwilą zobaczyli. I o ile starsi zawodnicy będą w stanie „ogarnąć” tą sytuację szybko, pytanie brzmi – co z młodymi adeptami, którzy z parkingu obserwowali to wszystko. Widok Bartka Bednarka, który spoglądał przerażonym wzrokiem w stronę drugiego łuku także daje do myślenia, czy dziś tym ludziom nie powinni pomóc psychologowie? Co jednak z Patrykiem?
Brak kolejnych informacji jest w takiej sytuacji dobra informacją, zwykle tak mówi się w trudnych sytuacjach. Tutaj mamy jednak nieco inaczej, bo pierwszy pozytywny zwiastun mieliśmy już wczoraj przed północą od Radka Majewskiego, który przekazał, że stan jest „stabilny”, a to już dużo. Nie wyglądało to tak na stadionie, gdzie niesamowitą robotę wykonał ze swoim zespołem Rafał Lukstaedt.
Jest za wcześnie, by wdawać się w szczegóły akcji ratowniczej, bo była ona najbardziej skomplikowana od lat na tym stadionie, jednak pewne fakty możemy przekazać. Od ludzi którzy obserwowali to z bliska, wiemy, że profesjonalizm i zarządzanie tym krytycznym momentem był niesamowity. – Zrobił niesamowitą robotę. Telefon do LPR był wykonywany 5 sekund po tym wypadku. Rafał kręcił do Poznania jak zobaczył to i nawet nie czekał co zobaczy z bliska. Wiedział, że będzie źle. Niewiadomo jedynie dlaczego tak długo trzeba było czekać na helikopter, ale ponoć musieli się zatankować aby dolecieć. Dziwne, bo wiadomo, że liczy się tutaj każda sekunda – słyszeliśmy. Za wcześnie dziś na gorąco snuć wnioski, ale jedno jest pewne – profesjonalizm gnieźnieńskich ratowników był bezsprzecznie wzorowy i na istotnie pewno pomógł w konsekwencjach wypadku.
I na koniec jeszcze coś, co także przywołuje nam inne przykre zdarzenie. – Jakby wspomnienia wróciły. Stay Strong Patryk – napisała Sylwia Jabłońska, która doskonale wie co pisze. Przez pewien czas także drżała o życie własnego syna, który już nie wrócił do ścigania, ale na szczęście uniknął najgorszego. Wtedy ponoć zdarzył się cud, bądźmy więc dobrej myśli, że i tym razem usłyszymy coś dobrego.








0 komentarzy