Piłka nożna

Mieszko - Polonia 0-3
KKS II - Mieszko 2-2
Mieszko - LKS 2-4

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

MKK - Polonia 58-84
Polonia - MKK 89-68
Astoria - MKK 95-98

Piłka ręczna

MKS - Varsovia 39-27
MKS - Ruch 22-21
SPR - MKS 22-31

Futsal

KS - Bojano 3-3
Futbalo - KS 6-1
KS - Futsal 3-3

Telenowela z torem trwa w najlepsze

Dziwnych czasów doczekaliśmy, że głównym tematem stał się ostatnio twardy gnieźnieński tor. Wszystko niby się zgadza, jednak tym razem kontekst dyskusji jest odwrotny od tego co znamy z przeszłości. Cała żużlowa Polska zna przecież W25, jako „świątynię betonu”, a tutaj każdy – już nawet wychowankowie Startu –  na niego narzekają, co niedawno wydawać by się mogło kuriozalną sytuacją. Co zatem zmieniło się, że nagle wszyscy wyczekują przyczepnej nawierzchni, której na horyzoncie nie widać?

Kontynuujemy wątek toru przy Wrzesińskiej, który zamiast być naszym atutem, stał się sporym problemem. Kilkanaście dni od wpadki z Unią miało wystarczyć, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski i zapanować nad „pustynną burzą”, która spowijała stadion. Sztab głowił się, jak tu zapanować nad niesforną granitowi-sjenitową mieszkanką na torze i generalnie zadanie miał ułatwione. Wszystko było przecież książkowe, do tego co już przerabialiśmy: ta sama pora, ta sama temperatura i pewnie identyczna wilgotność. Miało być inaczej, zadanie miało być odrobione, a tutaj ponownie klops.

Pakiet zmian, który miał dać zawodnikom komfort ścigania wprawdzie został wprowadzony w życie, ale efekt okazał się mizerny. – Zupełnie inaczej ten tor był przygotowany w tygodniu, a efekt mieliśmy w zasadzie podobny – tłumaczył naszemu portalowi Rafael Wojciechowski. –  Inaczej na pewno pola startowe wyglądały, ale też proszę pamiętać, że mieliśmy pewne zalecenia od komisarza. Nie mamy swobody działania, bo tor w piątek był przez nas specjalnie bronowany, a dziś dostaliśmy zalecenia, żeby go ubijać! To spowodowało, że było twardo, bo nie mamy w 100% wpływu na to co przygotowujemy. 

Sytuacja wygląda więc nieco komicznie, bo efekt jest taki, że gnieźnianie u siebie, czują się prawie jak na wyjeździe. Szukają ustawień, eksperymentują i gubią się nawet w swoich notatkach. Z boku może to wyglądać nawet na ruletkę, bo co się nie wyciągnie ze skrzynki, efekt jest… nieznany. – Miałem trzy różne zębatki na kołach podczas dzisiejszego meczu. Chociaż nie, przepraszam! Założyłem przecież czwartą, tak na wszelki wypadek, gdybym musiał za kogoś wskoczyć do biegu. Tu się dzieje coś dziwnego, bo tor jest przygotowywany tak samo, ale wychodzi w efekcie coś innego. Czasem na twardym torze, też może być fajne ściganie, bo porobią się ścieżki, tor zrobi się trochę chropowaty, a tutaj jest ślisko. Wjeżdżasz na taką nawierzchnię, później łapiesz przyczepnietszy materiał i traci się kontrolę nad motocyklem – tłumaczył nam z kolei Damian Stalkowski.

Mniej dyplomatycznie o walce w parkingu wypowiadają się inni. Jakobsen, Lahti i Berntzon nie przebierają w słowach i poza mikrofonem lecą „faki” jak z kapelusza, choć oficjalnie ich komentarze są bardziej wyważone. Wszyscy chcą dokładnie odwrotnych warunków, więc w parkingu dyskusje na temat toru są coraz bardziej ostre. – Czułem się jak na asfalcie. Jak długo? – mówił nam po meczu z Lokomotiwem Berntzon. – Nawierzchnia była jeszcze bardziej śliska, niż w meczu z Tarnowem. Liczę, że coś konkretnego wydarzy się jak najszybciej, bo tak być nie może. 

Czy jednak nic się nie da zrobić? Fredrik Jakobsen uważa, że to tylko mit i każdą nawierzchnię da się dostosować pod swoje potrzeby. Za przykład podaje swoje macierzyste tory. – Przyjechałem właśnie ze Szwecji. Mamy takie same upały, podobne twarde tory, a dało się ostatnio zrobić naprawdę przyczepną nawierzchnię w Malilli. Oczywiście, że każdy zachowuje się trochę inaczej i to też trzeba wziąć pod uwagę, ale trzeba próbować. Ciężko jest tutaj utrzymać wilgoć w torze i to widać gołym okiem. 

Oszczędny w słowach jest z drugiej strony Adrian Gała, choć i jemu nie do końca leży, to co…leży. Jeśli już narzeka, to tylko na swoją gorszą dyspozycję, czy własne błędy na torze, ale i tutaj uśmiecha się, zapytany o betonowy klimat. – Chyba ciężko jest z tym co mamy, zrobić coś innego. Dobrze, że choć te pola startowe są przygotowywane inaczej, bo chcieliśmy tego i tak jest. Przez całe zawody warunki tam akurat były OK. Musimy się dostosować do tych warunków i koniec. Nie zwalajmy wszystkiego na tor, a weźmy się do roboty – kwituje.

Wyważone argumenty stara się także znaleźć Timo Lahti, który gnieźnieńskiego toru ciągle się uczy. Optymalnej formy ciągle szuka, ale nie tłumaczy tego problemami z dopasowaniem. Według niego, zabiegi polegające na diametralnych zmianach w trakcie sezonu, raczej nie przyniosą skutku. Ucina więc spekulacje o łatwej i szybkiej korekcie, tudzież agresywnym bronowaniu granitowego miksu. – To jest naprawdę trudne, żeby w trakcie sezonu wprowadzać tu jakieś nerwowe i wielkie zmiany. Jeśli zaczniemy kombinować z nawierzchnią, być może nawet dodawać nowego materiału, to on nie zwiąże do tego stopnia, żebyśmy mieli z tego pożytek. Ja naprawdę lubię ten tor. Co prawda nie powinien być aż tak twardy, nie powinno być tutaj takiego kurzu spod kół, ale pamiętajmy o jakiej porze były ostatnie mecze i w jakiej temperaturze. To robi różnicę. 

18 sierpnia 2020 | 19:10

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *