Piłka nożna

Iskra - Mieszko 2-1
Mieszko - Tarnovia 5-4
Victoria - Mieszko 0-0

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

ŁKS - MKK 94-74
MKK - Flota 76-71
AZS - MKK 88-82

Piłka ręczna

Szczypiorniak - Start 19-22
Młyny - MKS 30-20
Hagard - Szczypiorniak 32-24

Futsal

Dragon - KS 9-4
KS - Investa 9-3
TAF - KS 7-5

Tym razem nikt silnika nie rozbierał. Turnieje nie służą zawodnikom? (wywiad)

Niedzielny mecz w Rybniku był pokazem bezradności w wykonaniu żużlowców Car Gwarant Startu Gniezno. Czerwono-czarni przegrali z ROW-em aż 22:68 i spadli w tabeli Nice 1. Ligi Żużlowej na trzecie miejsce. Po tym blamażu porozmawialiśmy z Rafaelem Wojciechowskim, menadżerem drużyny z naszego miasta. Zapraszamy do lektury obszernego wywiadu!

Mateusz Domański, SportoweGniezno.pl: Można powiedzieć, że to był lodowaty, a nie tylko zimny prysznic. Takiego wyniku w Rybniku nie spodziewał się nikt.

Rafael Wojciechowski, menadżer Car Gwarant Startu Gniezno: Zdecydowanie tak. Ja też nie spodziewałem się takiego rezultatu. Mimo że mogłem spodziewać się różnych rzeczy – nawet tak przyczepnego toru. W ostatnim czasie Rybnik jeździł na twardszych nawierzchniach. Nie wiem, czym było spowodowane przygotowanie takiego przyczepniejszego toru – czy tym, że przyjechało Gniezno, czy chodziło o to, że przez cały tydzień padał deszcz i tor był mocno odmoczony. Musimy pracować dalej. Będziemy szukać tak przygotowanego toru, jak ten w Rybniku, aby więcej pojeździć na takiej nawierzchni i w przyszłości nie być ponownie zaskoczonym. To jest zadanie i wniosek numer jeden po niedzielnym spotkaniu.

Praktycznie wszyscy zawodnicy pojechali słabo. Zauważyłem jednak, że Mirosław Jabłoński, zawodnik z wieloletnim doświadczeniem, który jeździł na niejednym torze, praktycznie nie nawiązywał tu walki. To chyba o czymś świadczy, jeśli kapitan drużyny jedzie słabiej niż junior Maksymilian Bogdanowicz. Dla tego drugiego był to debiutancki występ na torze w Rybniku…

– Zgadza się. Z indywidualnych występów poszczególnych zawodników też trzeba wyciągnąć wnioski. Kilka przemyśleń już mam. Trzeba się zastanowić, czy służą turnieje przed meczem ligowym. Chyba nie do końca. To jest jedna rzecz. Drugą jest to, by być przygotowanym na każdą ewentualność i umieć tak dopasować swój silnik, by nie narzekać na tor. Nasi zawodnicy muszą być na to gotowi. Przed nimi jeszcze dużo pracy. Ten zimny czy lodowaty prysznic, jak to określiłeś, posłuży nam do tego, by w przyszłości być przygotowanym na taki tor czy jakikolwiek inny. Musimy włożyć w to jeszcze więcej pracy. Ja biję się w pierś i przepraszam kibiców za blamaż. Dołożę wszelkich starań, by więcej w ten sposób nie być zaskoczonym. Trzeba powiedzieć, że tacy zawodnicy jak Oliver czy Eda lubią przyczepne nawierzchnie, ale powiedzieli jednogłośnie, że w tym roku na takim torze jeszcze nie jeździli.

Mirosław Jabłoński sugerował mi, że zawodnicy Startu Gniezno nie mieli sprzętu na taki tor. Może to w tym elemencie tkwi największy problem.

– To też jest temat do rozważenia, aby mieć przygotowane silniki na taki tor. Czasami tak to jest. Cofnę się teraz do historii. Kiedy na torze w Rybniku startował Krzysiu Jabłoński, to też była taka sytuacja, że nie miał odpowiedniego silnika. Wobec tego w połowie zawodów rozebrał cały silnik i przebudował, żeby go dopasować do tego toru. Czasami trzeba szukać u tunera zupełnie innej jednostki, która będzie spisywać się lepiej na takich nawierzchniach.

Tym razem Krzysztofa Jabłońskiego w parku maszyn nie było, więc nie miał kto przebudowywać silników… Widzimy, jak to się skończyło. 

– Niestety… Jak już wcześniej powiedziałem, jest mi bardzo przykro. Miejmy nadzieję, że ten lodowaty prysznic wyjdzie nam na dobre. Dobrze, że jest to w takiej części sezonu, że możemy jeszcze poczynić kilka zmian i wyciągnąć z tego wnioski. Przygotowujemy się do kolejnych meczów.

W Rybniku pierwszy raz w tym roku w waszych barwach wystartował Oliver Berntzon. To nie był jednak ten sam „Oli”, którego oglądaliśmy podczas spotkań 2. Ligi Żużlowej. Czy w kolejnym meczu Szwed dostanie następną szansę?

– Trudno to stwierdzić. Patrząc na całą drużynę, to wielu zawodników pojechało poniżej swojego poziomu. Do Olivera nie mam większych pretensji. Jechał z drugiej linii. Powołałem go na ten mecz, a wcześniej nie startował jeszcze w Rybniku. Do tej pory wszędzie jechał równo, widziałem, że jego forma jest stabilna. W niedzielę okazało się jednak, że cała nasza drużyna była zdecydowanie słabsza. Trzeba też powiedzieć, że Rybnik może być u siebie mega mocny. Jeżeli będzie tak przygotowywać nawierzchnię, to będzie drużyną, której nikt tutaj nie pokona. Myślę, że dojdzie też do niejednego pogromu.

W niedzielę brakowało wam dobrych startów. Jak wyjście spod taśmy było słabe, to trudno było zabrać się na pierwszym łuku.

– Najgorszą rzeczą, która nas spotkała w niedzielę, było to, że nie potrafiliśmy dopasować się do startu. Praktycznie wszystkie starty były przegrane. Sam moment czasami był okej, ale dojazd do pierwszego łuku to była wielka tragedia. W przerwie prosiłem zawodników, żeby ryzykowali i szukali innych ustawień. Liczyłem, że ktoś zaryzykuje i z czymś trafi, co pozwoliłoby nam zachować twarz. Chyba najbliżej tego wszystkiego był Maks Bogdanowicz i być może na końcu Oliver Berntzon. Nie pomogło to jednak na tyle, by wyjść z tego pojedynku z podniesioną głową i powiedzieć, że coś znaleźliśmy i wiemy, co dalej robić. Wiemy, że musimy nadal ciężko pracować.

Na konferencji prasowej powiedział pan, że tor był bardzo dobrze przygotowany. I tutaj ponownie jest rozbieżność zdań z Mirkiem Jabłońskim, który sugerował mi, że nie wie, czy był on przygotowany zgodnie z regulaminem. Mówił, że jeżeli do Gniezna przyjechałby komisarz i zobaczyłby, że jest lekko podrapane przy bandzie, to trzeba by było ubijać. Tymczasem w Rybniku pojechaliście na takiej przyczepnej nawierzchni. 

– W sobotę było jakieś seminarium sędziów w Poznaniu. Były tam przekazywane wytyczne odnośnie do torów. Sędzia stwierdził, że nawierzchnia była regulaminowa. Ja tutaj nie wnikam. Owal był przyczepny, ale przy krawężniku znajdowały się twardsze miejsca. Wydawało się, że jest on bezpieczny i będzie można na nim jechać. Na pewno bardzo przyczepny był także start. Nie szukałbym tutaj winy w torze, ale w zawodnikach i ich przygotowaniu do tego meczu. Daliśmy się zaskoczyć, bo nie spodziewaliśmy się, że będzie tutaj tak przyczepnie.

Ta kolejka jest kolejką niespodzianek, bo Wybrzeże Gdańsk przegrało u siebie z Lokomotivem Daugavpils. W przyszłą niedzielę ekipa znad morza przyjeżdża do Gniezna i z pewnością zrobi wszystko, by wyrwać wam punkty.

– Będziemy chcieli się zrehabilitować za porażkę w Rybniku i pokazać, że w Gnieźnie jesteśmy naprawdę bardzo mocni. Zrobimy wszystko, aby wygrać ten mecz. To nasza jedyna szansa, aby włączyć się do walki o pierwszą czwórkę i do niej awansować. W międzyczasie będziemy pracować nad tym, by być gotowym na bardzo przyczepne nawierzchnie na wyjazdach. Być może po tym ostatnim spotkaniu sędziów takie tory będą standardem. Wracając do poprzedniego pytania, Mirek Jabłoński stwierdził, że w ekstralidze pewnie by takiego toru nie było. Ja tego nie wiem, bo nie bywam na ekstraligowych stadionach tak często jak on. Trzeba sobie też zadać pytanie, czy taka nawierzchnia robi widowisko? To jest jednak decyzja gospodarzy, oni przygotowują tor i wynik jest dla nich ważniejszy. My musimy być gotowi na każdą ewentualność.

21 maja 2018 | 14:33

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *