Piłka nożna

Mieszko - Polonia 0-3
KKS II - Mieszko 2-2
Mieszko - LKS 2-4

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

MKK - Polonia 58-84
Polonia - MKK 89-68
Astoria - MKK 95-98

Piłka ręczna

MKS - Varsovia 39-27
MKS - Ruch 22-21
SPR - MKS 22-31

Futsal

KS - Bojano 3-3
Futbalo - KS 6-1
KS - Futsal 3-3

Wychował wielu medalistów. Teraz będzie działał w Starcie (wywiad)

Zachęcamy do lektury wywiadu z nowym trenerem Car Gwarant Startu Gniezno, Piotrem Szymką. Opowiedział nam on o swoim doświadczeniu w roli szkoleniowca, pochwalił się sukcesami podopiecznych, a także odniósł się do zadań, które czekają go w nowym klubie.

Mateusz Domański, SportoweGniezno.pl: Jak pan się czuje przed nowymi wyzwaniami i zadaniami, które stawiają przed panem działacze Startu Gniezno?

Piotr Szymko, trener Car Gwarant Startu Gniezno: Bardzo się cieszę, że dołączyłem do tego zespołu. Chciałbym być wartością dodaną w gnieźnieńskim sztabie szkoleniowym. Myślę, że wspólnie zdołamy osiągnąć cele, które wytyczył zarząd. Jestem przygotowany na nowe zadania. Pracuję w żużlu od wielu lat i uważam, że dam sobie radę.

Czy w trakcie sezonu będzie pan mieszkać w Gnieźnie, czy może w grę wchodzą dojazdy z Gdańska?

– To zależy w jakim okresie. Na początku sezonu na pewno będę tutaj mieszkać i będę uczestniczył w przygotowaniach zespołu do pierwszych meczów. To właśnie wówczas trzeba szukać jak najwięcej jazdy. Będę jeździł na wszystkie zawody młodzieżowe i będę też obecny na treningach. Zobaczymy, jak się ułoży kalendarz. Pewnie będą takie okresy, w których będę mógł na trzy czy cztery dni wyjechać do Gdańska. Wtedy być może będę przyjeżdżał jedynie na treningi i po to, by przygotowywać tor. Jeżeli jednak mecz będzie w Gnieźnie, to w tygodniu będę spędzał tu dużo czasu. Codziennie będzie trzeba przygotowywać nawierzchnię i ją nadzorować. Musimy mieć powtarzalność toru, by chłopacy dobrze się na nim czuli. Oni nie mogą po trzech czy czterech biegach zmieniać przełożeń i szukać optymalnych rozwiązań. Wszystko musi być ustalone i odnalezione wcześniej. Czasem może się zdarzyć, że pogoda zmieni nam tor i wówczas zarówno my, jak i przyjezdni będziemy w tej samej sytuacji. Jeżeli jednak warunki atmosferyczne będą stabilne, to będziemy musieli to wykorzystywać. Na pewno spędzę w Gnieźnie dużo czasu.

Jakie doświadczenie trenerskie udało się panu zdobyć w dotychczasowych klubach? Czego nauczył się pan w Gdańsku i Pile? 

– Bardzo mile wspominam Piłę, choć to był trudny okres. W 2011 roku sponsoring senatora Stokłosy sprawił, że mieliśmy odpowiednie finanse, by awansować do pierwszej ligi. Udało się to zrealizować i są to niezapomniane chwile. Później było już trudniej. W związku z kłopotami finansowymi, klub rozpadł się. Wówczas, z grupą przyjaciół, udało mi się stworzyć nowy klub – Victorię Piła. Ten podmiot do teraz startuje w lidze, choć pod inną nazwą – Polonia. Cieszę się, że klub, którego byłem współzałożycielem, nadal istnieje. To było duże wyzwanie – w Pile pracowałem przez cztery lata. Wcześniej, przed Piłą, działałem na gdańskim mini torze. Po powrocie z Piły do domu (Gdańska – dop. red.), również przez cztery lata pracowałem z dzieciakami i młodzieżą na małym torze. W 2014 roku natomiast, po odejściu trenera Stanisława Chomskiego, od maja działałem w ekstralidze. W zasadzie zespół był pozbawiony środków finansowych i trzeba było jakoś dokończyć sezon. Tam też musiałem borykać się z problemami dotyczącymi pieniędzy. Reasumując, mam doświadczenie zarówno ekstraligowe, jak i drugoligowe. Cenię sobie też pracę z dzieciakami, bo tam można znaleźć wiele talentów.

O jakich talentach mowa?

– Przed laty moim wychowankiem na mini torze był Krystian Pieszczek. Dzisiaj, w historii całego gdańskiego klubu, jest to najbardziej utytułowany wychowanek. Był oczywiście też Zenek Plech, ale to wychowanek klubu z Gorzowa Wielkopolskiego. Moim wychowankiem z Piły jest Patryk Dolny, który obecnie broni barw Ostrovii Ostrów Wielkopolski. Cały czas mam z nim kontakt. Jeżeli chodzi o te cztery lata pracy z dzieciakami, to muszę wspomnieć, że zdobyłem z nimi szesnaście medali mistrzostw Polski. To ogrom radości. W zeszłym roku brązowy medal mistrzostw świata w kategorii 125 ccm zdobył Karol Żupiński, a w tym roku brązowym medalistą mistrzostw Europy został Bartosz Tyburski. Ponadto w tym roku w kat. 250 ccm wicemistrzem świata został Karol Żupiński. Do tego dochodzą liczne medale w mistrzostwach Polski, o czym już wspominałem. Mam nadzieję, że te talenty nadal będą się dobrze rozwijały. Nie chciałbym kogoś pominąć, ale mam tutaj na myśli m.in. Tyburskiego, Łopuskiego, Staszewskiego, Górskiego czy Sawickiego.

A jak pan oceni juniorów, których w swoich szeregach ma Start Gniezno?

– Wszystko zweryfikują zawody i warunki torowe, ale najbardziej znam Norberta Krakowiaka, który jako dziecko przyjeżdżał do Piły i tam trenował. Damiana Stalkowskiego znam z wyścigów na mini torze. Mam z tymi zawodnikami dosyć dużą bliskość i myślę, że będzie mi łatwo do nich dotrzeć. Już przed galą mnie oblegali i zadawali tysiące pytań. Myślę, że ten kontakt będzie prawidłowy. Weronikę dopiero poznałem, ale z nią też fajnie się rozmawia. Nie do końca żartem powiedziałem jej, że chciałbym, by kiedyś wystartowała w lidze. To nie stanie się jednak zbyt szybko. Zobaczymy, jak będzie radziła sobie podczas zawodów juniorskich. Myślę, że niejednokrotnie będzie pokonywała rywali. Taki jest pewnie jej zamiar i chcę jej pomóc w realizacji celów. Praca z dziewczyną to dla mnie novum, choć na mini torach już się to zdarzało. Uważam jednak, że sobie z tym poradzimy.

Niedawno pytałem Krzysztofa Jabłońskiego, nad czym powinien jeszcze popracować Damian Stalkowski. Wówczas powiedział mi, że w ogóle powinien zacząć pracować. Czy dyskutował pan na ten temat z juniorem Startu?

– Czytałem ten wywiad, o którym pan wspomniał, więc znam wypowiedź Krzysztofa. Nie było czasu, żeby dyskutować na ten temat. Nie chciałbym jednak oceniać Krzysztofa, z którym miałem okazję porozmawiać przed galą. Z Damianem też już rozmawiałem. Będę prowadził kontrolę i monitoring, bo nie zawsze może on brać udział w treningach w Gnieźnie, które prowadzi Przemysław Gnat, nasz trener odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne. Damian uczy się weekendowo i nie zawsze może się tutaj zjawić. Mimo to naciskałem, by w miarę możliwości uczestniczył w tych zajęciach. Samemu nie pracuje się tak dobrze, jak w zespole. Jeżeli rzeczywiście ma trochę mniej samozaparcia w sobie, to samemu może bardziej leniuchować. Nie chciałbym, aby miał jakieś zaległości na wiosnę. W minionym sezonie oglądałem go na kilku turniejach, kiedy wrócił do ścigania po kontuzji. Wówczas jechał całkiem fajnie. Brakowało jednak tej siły. Potencjał na pewno ma, więc musi się bardzo dobrze przygotować. Wszyscy nasi chłopacy są perspektywiczni. Każdy z nich ma szansę na miejsce w składzie i zdobywanie punktów dla Startu.

Menadżer Startu mówił, że chciałby, aby pan sprawował pieczę nad przygotowaniem toru. Jakie ma pan doświadczenie w tej kwestii?

– Prowadząc pięć lat drużyny ligowe, wciąż musiałem obserwować tory. Nie chodzi jedynie o domowe nawierzchnie, ale również o te, które spotykaliśmy na wyjazdach. Wiem, jak się dany tor zachowuje podczas każdej pogody i jak trzeba go przygotowywać. Muszę przede wszystkim pogadać z chłopakami i wszystko ustalić. Chcemy, aby nawierzchnia była powtarzalna i pasowała naszym zawodnikom. Oczywiście będzie też spełniała wymogi regulaminowe. Będę czuwał nad torem. W Pile też spędziłem wiele dni i nocy, by dobrze przyszykowywać nawierzchnie.

Na koniec wrócę do Krzysztofa Jabłońskiego, który ma umowę ze Startem Gniezno do marca. Wówczas pałeczkę przejmie pan? Jak to wygląda? 

– Z tego co wiem, to faktycznie Krzysztof ma ważny kontrakt z klubem. Nic mi nie wiadomo, by ta umowa miała zostać skrócona. Pewnie do końca wypełni swoje obowiązki. Ja już w lutym będę na miejscu i będziemy przygotowywać się z chłopakami. Najpierw główną rolę będzie odgrywał trener przygotowania fizycznego, a później przejdziemy już do treningów na torze, pod moim okiem. Krzysztof jest też w sztabie szkoleniowym Falubazu Zielona Góra i myślę, że tam dobrze sobie poradzi.

FOT. TOMASZ KORDYS

20 grudnia 2017 | 14:00

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *