Piłka nożna

Mieszko - Obra 2-0
Mieszko - Nielba 2-0
Iskra - Mieszko 2-1

Żużel

Polonia - Start 49-41
Start - Polonia 36-54
Start - Wilki 29-61

Koszykówka

GAK - MKK 84-94
ŁKS - MKK 94-74
MKK - Flota 76-71

Piłka ręczna

Zagłębie - MKS 40-24
MKS - FunFloor 28-28
Bachus - Szczypiorniak 33-30

Futsal

Futsal - KS 3-3
Dragon - KS 9-4
KS - Investa 9-3

Zapach giętej opanował stolicę. Na torze jeździec bez głowy (?) (reportaż)

55 tysięcy kibiców, osiemnastu wojowników na stalowych rumakach, tony jedzenia, hektolitry napojów i tor spod ręki duńskiego speca Ole Olsena. Tak można w pigułce przedstawić to, co działo się w sobotę na warszawskim PGE Narodowym. Otoczka była wspaniała. Była zabawa, był głośny doping, były też piękne inicjatywy ze strony organizatorów. A sportowo? Mogło być lepiej.

Warszawa, kilka chwil po 17. Udało się dotrzeć. Bez większych kłopotów na trasie, toteż humor dopisywał. Tradycyjnie, przed Grand Prix, trzeba wybrać się to miasteczka kibica. Pozytywna niespodzianka, bo tym razem panowie z ochrony nie przeszukiwali każdego od stóp do głów. Kibiców w bród. Jedni delektowali się już smakiem kiełbasy, zwanej w kibicowskim żargonie giętą, której zapach opanował stolicę. Inni, w pełni zrelaksowani, sączyli piwo, a kolejni wyczekiwali swojej szansy na wyrwanie darmowego Monstera. Wszystko w pełnej kulturze i przyjaznej atmosferze. Oczywiście w towarzystwie rozmów na temat tego, co za kilkadziesiąt minut zadzieje się na PGE Narodowym.

Polski żużel ewoluował i to mocno. Kiedyś jechało się na Grand Prix i było wiadomo, że jak jesteś z Polski, to kibicujesz Tomkowi Gollobowi. A teraz mamy społeczność mocno podzieloną, więc i dyskusje jakby bardziej żywiołowe. Typów było wiele. Rzadko kto stawiał na Woffindena. Nazwisko Lindgrena przewijało się non stop, ale sporo było też takich, którzy wieszczyli sukces Pedersena. W Polaków wierzyli, ale bez wielkiego optymizmu. Faktycznie, przesłanek do nastawiania się na sukces któregoś z biało-czerwonych zbyt wielu nie było, bo przecież od początku ligowego sezonu nasi rodacy nie jakoś mocno nie błyszczą. Pewnie, nie jadą źle, ale formą nieco odstają od niektórych obcokrajowców.

Miasteczko kibica zaliczone. Strefa dla fanów tradycyjnie została zorganizowana w fajny sposób. Nie było do czego się przyczepić. Chyba każdy, kto zdecydował się do niej zawitać, znalazł coś dla siebie. Po zaliczeniu postoju czas poszukać właściwej bramy, odebrać akredytację i spróbować dostać się na trybunę prasową. A to wcale proste nie jest. Katakumby PGE Narodowego są dość zawiłe. Krążą legendy, że można w nich znaleźć jeszcze błąkających się piłkarzy, którzy zagrali w EURO 2012. No ale nic. Stewardzi zawsze na posterunku, znajomych dziennikarzy też szybko zauważyłem, więc wspólnymi siłami udało się dotrzeć do miejsca docelowego.

Usiadłem na swoim miejscu i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wszechobecne flagi z napisem Gniezno. Nie mogło być inaczej. Wiem, że do stolicy w sobotę zawitało mnóstwo mieszkańców naszego miasta. Na Facebooku śmiali się nawet, że chyba pojechało tam całe Gniezno. Kiedy spiker zapytał, czy przedstawiciele pierwszej stolicy Polski są obecni w Warszawie, to na trybunach wybuchła niemała wrzawa. A wśród reprezentantów Gniezna byli też żużlowcy Startu – Mirosław Jabłoński za mikrofonem Canal+, a na trybunach można było spotkać szalejącego na torach ligowych Adriana Gałę.

Gnieźnianie są, kibice z innych miast dopisali, film o Tomaszu Gollobie za nami, przepiękna prezentacja też, no to… czas ruszać! Początek zawodów obiecujący, ale czym dalej w las, tym emocji trochę brakowało. Zeszły rok dostarczył większej porcji wrażeń. Tor na PGE Narodowym nie sprzyjał walce do samego końca, a w pewnych momentach sprawiał zawodnikom trudności. Do tyłu jechał Pedersen, na którego stawiało spore grono kibiców. Duńczyk mówił o problemach sprzętowych, ale po upadku w jednym z wyścigów miał też kłopoty ze zdrowiem. A Polacy? Nieźle, ale nieco w kratkę. Bartosz Zmarzlik, jak to on, szalał na swoim rumaku. W pewnej chwili usłyszałem, że jest jeźdźcem bez głowy. Czy jest? Tego nie powiem. Uważam jednak, że w Warszawie chłodnej głowy mu zabrakło. Raz mógł skasować Woffinena, a innym razem tak szarżował, że po mecie zaliczył kraksę.

Koniec końców Woffinden cieszył się z wygranej w Grand Prix Polski. Brytyjczyk świętował triumf w blasku fajerwerków, które po raz pierwszy w żużlowej historii PGE Narodowego rozbłysły wewnątrz stadionu. Było to możliwe ze względu na to, że podczas zawodów otwarty był dach. Po turnieju w dobrym nastroju był też Maciej Janowski, który tuż po zjechaniu z toru odebrał gratulacje m.in. od przedstawicieli WTS Sparty Wrocław – Krystyny Kloc i Andrzeja Ruski.

Grand Prix Polski na PGE Narodowym przeszło do historii. Czy było warto na nie zawitać? Może pewien niedosyt pozostał, ale z czystym sumieniem stwierdzam, że fajnie było tam znów zagościć. Ten rewelacyjny doping 55 tysięcy gardeł, cała otoczka i ranga wydarzenia sprawiły, że turniej pozostanie w pamięci.

A poniżej kilka migawek zarejestrowanych podczas GP w Warszawie:

13 maja 2018 | 12:28

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *